piątek, 7 lipca 2017

Moje roślinne odkrycia - cz. I

Z odkryciami bywa różnie. Czasem są dziełem przypadku, innym razem efektem długich poszukiwań. Niektórzy nimi się dzielą, inni strzegą, jak największej tajemnicy. Na koniec, dla jednych są nowością, a dla innych już dawno poznanym lądem. Zdaje sobie sprawę, że "moje" odkrycia wcale nie muszą być dla Was objawieniem. W końcu nie jestem żadnym tam Krzysztofem Kolumbem współczesnej botaniki. Nie ma dnia, by wszechwiedzący Internet, nie zaskoczył mnie zdjęciem, jakiejś nieznanej mi rośliny ogrodowej. Ciągle odkrywam coś nowego. Jak mówi stare polskie przysłowie: "bez ciekawości nie ma mądrości". A w odkrywaniu nowego najlepszy jest ten dreszczyk emocji i bezcenna, świeżo zdobyta wiedza.

Odkrycia, o których chcę Wam dziś opowiedzieć, są i dziełem przypadku, i efektem długich poszukiwań. Nie zamierzam ich przed Wami ukrywać. Ba! Nawet się nimi tutaj podzielę. Kto wie, może i Wy czytając ten tekst, doznacie tego jedynego w swoim rodzaju, błysku w oku. I być może, któraś z "moich" rośliny już niedługo zagości w Waszych ogrodach. Tak czy siak, mam nadzieję, że uda mi się Was czymś zaskoczyć i że poświęcony mi czas nie będzie tym zmarnowanym! Zapraszam.

ODKRYCIE 1. BAPTYSJA BŁĘKITNA (Baptisia australis)

lazurowo-błękitne kwiaty baptysji
/zródło: pinterst.com/
Ci z Was, którzy odwiedzają i czytają mnie regularnie, na pewno wiedzą, że w tym roku, założyłam nową rabatę przy ogrodzeniu. Zamarzyły mi się tam kwiaty w kolorach fioletu, różu i błękitu. Wiedziałam, że chce mieć tam koniecznie szałwie omszone, kocimiętkę, rozchodnika okazałego o ciemnych liściach oraz dla kontrastu srebrzystego czyśćca wełnistego. Brakowało mi tylko niebieskiego akcentu. Przeglądając i zamawiając rośliny przez internet, trafiłam na zdjęcie baptysji, rośliny wcześniej mi nieznanej i niespotkanej w żadnym ogrodzie. Okazało się, że baptysja lubi warunki, jakie panują na mojej rabacie, czyli pełne nasłonecznienie. Poza tym jest mrozoodporna; wytrzymuje temp. do - 34 C. Jedyna niedogodność przy jej uprawie występuję w pierwszym roku po posadzeniu. Otóż baptysja wymaga w początkowym okresie regularnego podlewania, by mogła się ukorzenić. Jej cechą charakterystyczną jest bowiem palowy system korzeniowy. Z tego samego powodu jej przesadzenie w latach kolejnych staje się bardzo trudne. Dlatego też sadząc ją w ogrodzie, należy starannie przemyśleć jej miejsce posadzenia, tak by nie trzeba było jej przesadzać i tym samym narażać się na jej utratę. Baptysja osiąga wielkość 1 m. Zakwita w czerwcu kwiatostanami podobnymi do łubinu. Po przekwitnięciu zawiązują się owoce w formie czarnych, grzechoczących strąków. U siebie posadziłam 3 sztuki, regularnie podlewam i po dwóch miesiącach widzę, że sporo urosły. Oby tak dalej. 

Baptysja w otoczeniu piwonii i serduszki okazałej
/źródło: pinterest.com/


ODKRYCIE 2. OSTROGOWIEC CZERWONY (Centranthus ruber)

czerwono-różowe kwiaty ostrogowca czerwonego
Ostrogowca wypatrzyłam w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego (swoją wizytę w ogrodzie opisałam tutaj). Pysznił się na rabacie, górując nad innymi roślinami. Patrząc na niego, pomyślałam: co za ciekawa roślina do naturalistycznych ogrodów! I ten kolor! Naturalnym miejscem występowania ostrogowca jest basen Morza Śródziemnego. Roślina idealna na miejsca suche i słoneczne. Lubi ziemię o odczynie zasadowym, ewentualnie obojętnym. Nie należy jej zbyt mocno podkarmiać nawozami, by zachowała zwarty pokrój. Dorasta do 60 cm wysokości. Kwitnienie rozpoczyna już w maju i przy regularnym wycinaniu przekwitniętych kwiatostanów będzie kwitła aż do jesieni. Jest pod tym względem rekordzistką. Łatwo się rozsiewa, ale nie jest szczególnie ekspansywna. Na zimę wymaga przycięcia i lekkiego okrycia stroiszem lub korą (mrozoodporność do - 18 C). Kwiaty ostrogowca pachą i przyciągają trzmiele i motyle. Jest rośliną wieloletnią. Występuję też w kolorze białym (odmiana "Albus").

ostrogowiec w otoczeniu lawendy
/źródło: Words and Herbs/


ODKRYCIE 3. PRZYOSTNIA WŁOSOWATA (Muhlenbergia capillaris)

chmura różowych kwiatostanów
/źródło: pinterest.com/
Przyostnia jest niewątpliwie jedną z piękniejszych traw ozdobnych. Trafiłam na nią przy okazji robienia zakupów bylinowych w sieci. I oczywiście skusiłam się i zakupiłam 3 sadzonki. Obecnie trawka jest jeszcze malutka, ale ładnie się przyjęła, więc jestem pełna nadziei, że będzie jej u mnie dobrze i doczekam się w przyszłym roku pięknej różowej chmury na rabacie. Muhlenbergia pochodzi z południowo-zachodnich stanów USA oraz z Meksyku. Podobnie jak wiele innych traw ozdobnych, wymaga starannego okrycia na zimę. Ponadto trzeba jej zapewnić dobrze zdrenowane, przepuszczalne podłoże. W okresie zimowym jej największym wrogiem jest woda powodująca gnicie korzeni. Lubi stanowiska słoneczne. Ta piękna "wata cukrowa", jak ją niektórzy nazywają, dorasta do 60 cm wysokości i w sprzyjających warunkach zakwita w sierpniu i kwitnie do 8 tygodni. Jesienią jej źdźbła przebarwiają się na szaro. Pięknie prezentuje się posadzona w grupach i w formie obwódek. Można ją z powodzeniem uprawiać w pojemnikach. Jestem zdania, że dla tego różowego obłoku warto zaryzykować i podjąć trud jej uprawy i zaprosić ją do swojego ogrodu. Zgodzicie się ze mną?

jak widać przyostnia może rosnąć też pod drzewami
/źródło: flickr/

I jak? Czy znaliście te rośliny? Zaskoczyłam Was? Jeśli tak, to cała przyjemność po mojej stronie. Jeśli nie, to dajcie mi szansę i zajrzyjcie jeszcze do mnie, bo zamierzam kontynuować cykl o roślinnych odkryciach i może następnym razem, któraś z roślin skradnie Wasze serducho. Serdecznie zapraszam.

PS. Czy dołączyliście już do mnie na Facebooku? Nie bądźcie tacy nieśmiali i dajcie się poznać. Wystarczy jedno kliknięcie! 

2 komentarze:

  1. Mnie zaskoczyłaś :) Przyostnia wygląda bardzo ciekawie. I na pierwszym zdjęciu rzeczywiście przypomina trochę watę cukrową.

    OdpowiedzUsuń
  2. PRZYOSTNIA WŁOSOWATA wygląda jak żywcem wyjęta z jakichś afrykańskich, trawiastych ostępów. Niesamowicie i oryginalnie przede wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i Twój komentarz. Dzięki niemu wiem, że ktoś mnie czyta, a to działa bardzo motywująco. Zapraszam częściej. Monika