poniedziałek, 22 maja 2017

Balkon w majowej odsłonie

Nareszcie zrobiło się ciepło! Ryzyko wystąpienia nocnych przymrozków minęło 15 maja, czyli w dniu tzw. zimnej Zośki. A to oznacza jedno. W końcu można zacząć zamieniać balkony w zielone oazy i kolorowe dżungle, i nie martwić się, że w nocy rośliny zwarzy przymrozek. W sobotę pojechałam na targ po rośliny i trochę ich kupiłam... No dobrze kupiłam ich całkiem sporo, ale nic na to nie poradzę. Trudno się oprzeć, kiedy tak wiele roślin kusiło kolorem i uwodziło możliwościami. Z jednej strony wdzięczyły się pelargonie angielskie, z drugiej — begonie. A pomiędzy nimi całe mnóstwo niecierpków, goździków, petunii, aksamitek i lobelii. Kusiły tak skutecznie, że zapełniłam nimi połowę bagażnika!

Zaplanowałam, że w tym roku, na swoim balkonie, posadzę tylko rośliny o kwiatach w kolorze białym, różowym i niebieskim. I rzeczywiście, to mi się udało. Do domu przywiozłam kwiaty tylko w tych trzech kolorach. Przed południem zabrałam się za ich sadzenie. Przebrałam się w coś wygodnego, zrobiłam sobie kawę i wzięłam się do pracy. Na początek przygotowałam miejsce pracy. Balkonowy stolik przykryłam grubym kartonem a worek z ziemią oraz rośliny ustawiłam w zasięgu ręki.

jeszcze tylko łyk kawy i można zabrać się za sadzenie


Ponieważ zapomniałam, przywieź z działki narzędzi, musiałam improwizować. Pustej doniczki użyłam do nabierania ziemi. Dołki robiłam po prostu dłonią. Ziemia z worka na szczęście jest miękka, więc nie nastręczało to jakiś większych problemów.


Na pierwszy ogień poszły begonie. Posadziłam je z drobniutką gipsówkę, a same doniczki ustawiłam na okiennym parapecie.


W czasie, kiedy zapełniałam kwiatami pierwsze doniczki, w wannie moczyły się... terakotowe donice. Tak, donice!


Przed posadzeniem roślin gliniane i terakotowe donice zawsze moczę. Po co to robię? By donica nie "wypijała" wody z ziemi i tym samym "nie zabierała" jej roślinom. A ponieważ moje doniczki są duże, jedynym miejscem, w którym mogę je namoczyć, jest wanna. W czasie "zażywania kąpieli" donice wydają specyficzny dźwięk, przypominający syczenie. Kiedy doniczki przestaną syczeć i przybiorą ciemniejszą barwę to znak, że można zacząć napełniać je ziemią.


Na dno donic, jako drenaż, wsypuje keramzyt (do kupienia w marketach budowlanych). Keramzyt otrzymuje się poprzez wypalanie naturalnej gliny w bardzo wysokiej temperaturze (powyżej 1000°C). Dzięki temu materiał ten jest niezwykle twardy. Keramzyt jest także całkowicie obojętny chemicznie (nie zmienia pH gleby), nie jest rozpuszczalny ani wypłukiwany przez wodę, jedynie w bardzo niewielkim stopniu nią nasiąka. Przy tym jest lekki. Kupując woreczek keramzytu, nie musimy martwić, że nabawimy się przepukliny wnosząc go np. tak jak ja, na III piętro. Keramzytu można również użyć do ściółkowania roślin. 


Razem z donicami namoczyłam coś jeszcze. To hydrobox, który ma stać się dla posadzonych roślin czymś w rodzaju magazynu wody. Mój balkon jest bardzo nasłoneczniony i mam nadzieję, że dzięki temu wynalazkowi moje rośliny lepiej zniosą upały. Hydroboxom, ich rodzajom i zastosowaniom poświecę osobny wpis. Już dziś Was na niego serdecznie zapraszam.



Meble balkonowe kupiłam kilka lat temu. Zdążyły się przez ten czas lekko zużyć. Dlatego też w ubiegłym roku własnoręcznie je odnowiłam. Wyczyściłam papierem ściernym, a następnie pomalowałam lakierobejcą. Teraz wyglądają jak nowe.


Dalia w towarzystwie białej i niebieskiej lobelii

Do wiszących doniczek trafiły: biała bacopa oraz niebieska i różowa lobelia 


Rośliny posadzone. Pozostało już tylko posprzątać powstały radosny bałagan twórczy, zamieść i umyć podłogę i zacząć dekorować balkon. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej! 😉



Lubie nakryte stoły, dlatego swój stolik przykryłam niewielkim obrusem, którego rogi obciążyłam ceramicznymi ciężarkami w kształcie serca. Teraz już nie muszę martwić się tym, że wiatr zwieje mi obrus. Jeszcze dywanik, kilka poduszek i od razu zrobiło się przytulnie. Sezon balkonowy niniejszym uważam za otwarty!




Roślin sukcesywnie będzie przybywać. Planuje obsadzić jeszcze skrzynki i kupić ozdobne trawy, by przyjemnie szumiały na wietrze. Jeśli tylko coś nowego pojawi się, na moim balkonie, dowiecie się o tym pierwsi.


Tymczasem żegnam się. Siadam do komputera, by napisać dla Was kolejny post. Mam nadzieję, że miło spędziliście ze mną czas. Do zobaczenia wkrótce.

PS. Więcej o balkonach i ich urządzaniu, przeczytacie w wywiadzie, którego udzieliłam dla Simply Interiors, o tutaj.

poniedziałek, 15 maja 2017

W cieniu żagla

źródło: unopiu.com
Uwielbiam żagle. I nie ma tu znaczenia, czy żagiel jest rozpięty nad tarasem/balkonem, w punkcie widokowym, jak na powyższym zdjęciu, w ogrodzie, gdzie brakuje cienia, czy też najzwyczajniej w świecie, nad samochodem. Lubię żagle za lekki, niebanalny wygląd, łatwość montażu, niewygórowaną cenę, możliwość szybkiego demontażu i... za możliwość prania w pralce! I wierzcie mi, bardzo żałuję, że nie mogę mieć takiego u siebie. Zarówno balkon, jak i weranda, są bowiem zadaszone, a w samym ogrodzie, z racji położenia na skraju zagajnika, wręcz brakuje słońca. A żagiel ma przede wszystkim chronić przed słońcem. Może również osłaniać przed deszczem. Wszystko zależy od tkaniny, z której został uszyty. Jeśli macie słoneczny ogród, w którym brakuje cienistego miejsca do wypoczynku, lub wasz taras latem osiąga temperaturę rozgrzanej na ogniu patelni, to taki "zacieniacz" rozpięty nad głową, będzie dla Was istnym wybawieniem. 

źródło: deavita.fr

Dlaczego żagiel?

Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę, choć w kilku słowach, opowiedzieć Wam o innych sposobach zacieniania miejsc wypoczynku. Jestem przekonana, że po przeczytaniu poniższego tekstu, dojdziecie to podobnego wniosku co ja, a mianowicie, że żagiel w wielu przypadkach jest rozwiązaniem idealnym.

Najbardziej naturalnym sposobem na zapewnienie sobie cienia są oczywiście drzewa i ich rozłożyste korony. Niestety nie zawsze mamy miejsce na ich posadzenie. Często, rozmieszczenie budynków, nasadzeń i elementów małej architektury ogrodowej, nam to uniemożliwia. Poza tym, zanim takie drzewo urośnie i zacznie zapewniać odpowiedni cień, musi minąć ładnych kilkanaście lat. Lub kilka, pod warunkiem, że zakupimy i posadzimy od razu duże drzewo. Co, jak zapewne się domyślacie, nie będzie tanim rozwiązaniem.

Innym sposobem jest wybudowanie altany, pergoli lub pawilonu. Owszem, jeśli mamy tylko odpowiednio dużo miejsca w ogrodzie, dysponujemy sporym budżetem, to takie rozwiązanie będzie w sam raz. Zyskamy trwałą budowlę zapewniającą osłonę od słońca, deszczu oraz wiatru. Dobrze zaprojektowana altana lub pergola będzie również ciekawym elementem architektury w ogrodzie. 

Kolejnym sposobem na zapewnienie sobie cienia w ogrodzie lub na tarasie/balkonie jest parasol ogrodowy. To rozwiązanie ma kilka zalet, niestety obarczone jest też wadami. Niewątpliwą zaletą parasola jest jego mobilność. Możemy go rozłożyć, wtedy kiedy akurat jest nam najbardziej potrzebny. Będzie chronił nas przed promieniami słonecznymi i lekkim deszczykiem. Do wad parasola trzeba zaliczyć jego niewielką powierzchnię zacieniającą, która może okazać się w niektórych sytuacjach niewystarczająca oraz często brak stabilności. Zdarzają się przypadki przewrócenia się parasoli, poranienia ludzi, którzy pod nimi siedzieli, a nawet "odfrunięcia". Dlatego też, jeśli kiedyś zdecydujecie się na zakup parasola ogrodowego, pamiętajcie, by wybierać taki z mocnym pałąkiem, i solidną podstawą zapewniającą dużą stabilność.  

Następny sposobem jest markiza. Nie wykorzystamy jej w ogrodzie, ale na tarasie, jak najbardziej. Markiza z racji tego, że mocowana jest na stałe do ściany, jest dużo stabilniejszym rozwiązaniem niż parasol ogrodowy. Daje również większy cień. Ciekawą opcją (niestety bardzo kosztowną) są automatyczne markizy, z napędem elektrycznym. Można je rozłożyć przy użyciu pilota lub odpowiedniej aplikacji w smartphonie. Są też takie wyposażone dodatkowo w czujniki, dzięki którym, w przypadku silnych podmuchów wiatru, markiza sama automatycznie się złoży lub rozłoży, w przypadku wykrycia przez czujniki zwiększonej ilości promieni słonecznych. 

I na koniec, bohater dzisiejszego wpisu. Żagiel. Dostępny w kilku kształtach (trójkąt, kwadrat i prostokąt), wielu rozmiarach i kolorach. Możemy kupić produkt gotowy lub zamówić szyty na miarę. Stosunek ceny do otrzymanej powierzchni zacieniającej zdecydowanie przemawia na jego korzyść. Ceny gotowych żagli zaczynają się bowiem od stu paru złotych i zależą oczywiście od rozmiaru i materiału, z którego zostały uszyte. Ciut droższe są tkaniny wodoodporne. Jeśli w miejscu, w którym chcemy rozpiąć żagiel, istnieje wiele punktów zaczepienia (ściany, drzewa, słupki), jego montaż nie przysporzy nam większych trudności. Jeśli nie chcemy lub nie możemy przymocować go do ścian budynku, będą potrzebne odpowiednie słupki (maszty) z kotwami, które należy zabetonować w podłożu. Takie maszty kupimy bez problemu razem z żaglem. Kolejną zaletą żagla, przemawiającą na jego korzyść, jest możliwość szybkiego demontażu. Ponadto po złożeniu nie zajmie dużo miejsca. Możemy wyprać go w pralce lub wyczyścić myjką ciśnieniową. Jest estetyczny i sami przyznacie bardzo urokliwy.

źródło: pinterest.com

Co jeszcze powinniście wiedzieć o żaglu przeciwsłonecznym?

  • Trójkątny żagiel cieniuje najsłabiej, ale wystarczy rozpiąć dwa, by to zmienić i uzyskać przy tym niepowtarzalny efekt wizualny. 
  • Pod żaglem nie można rozpalać grilla lub ogniska. Mogłoby się to skończyć katastrofalnie. 
  • Nie należy również rozwieszać go w miejscach, gdzie stale lub bardzo często wieją silne wiatry np. między dwoma budynkami. Grozi to rozerwaniem konstrukcji. 
  • Słońce cały dzień wędruje, dlatego też przed montażem i rozwieszeniem żagla należy ustalić kąt podania promieni słonecznych, tak by tkanina zapewniała nam optymalne zacienienie. 
  • Żagiel musi być odpowiednio naciągnięty. Jeśli zrobimy to za słabo, nasz żagiel będzie wyglądał nieestetycznie, a poza tym w zagłębieniach, które powstaną, zgromadzi się woda. 
  • Przy wyborze żagla należy kierować się również parametrami technicznymi tkaniny. Jeśli chcemy, aby żagiel dobrze chronił nas przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, musi być uszyty z trwałej i mocnej tkaniny, o odpowiednio wysokiej gramaturze, która powinna zatrzymywać min. 95% promieniowania UV. Żagle wodoodporne najczęściej szyte są z poliestru z powłoką PU (poliuretanową). Tkanina powinna być również odporna na pleśń. 
  • Najlepsze maszty to te wykonane z wysokiej jakości stali nierdzewnej. Przy ich wyborze należy zwrócić również uwagę na łatwość ich montażu oraz rodzaj oferowanych elementów montażowych. 
  • Jeśli chcemy, żeby nasza żaglowa osłona długo nam służyła, wybierajmy te z najdłuższą gwarancją. Standardowa gwarancja na tego typu produkty wynosi 2 lata, ale są również producenci, którzy udzielają na swoje wyroby 5 lat gwarancji.

źródło: amazon.com
źródło: grinpojnt.pl
źródło: pinterst.com
Oferty sprzedaży żagli przeciwsłonecznych bez problemu znajdziecie w internecie. Zarówno w sklepach online, jaki i na portalach aukcyjnych. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło: żagiel przeciwsłoneczny lub wodoodporny, by wyświetliły się Wam dziesiątki ofert. Ha, kolejna zaleta! Łatwość dostępu i duży wybór.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że o niczym ważnym nie zapomniałam. I tak myślę sobie nieskromnie, że po lekturze mojego wpisu wielu z Was, zapała do żagli przeciwsłonecznych podobnym uwielbieniem jak ja. Mam rację? Pozdrawiam.

poniedziałek, 8 maja 2017

SOS dla dłoni. Jak o nie dbać domowymi sposobami


Praca w ogrodzie, choć bywa ciężka, jest dla mnie przyjemnością. Lubię plewić, sadzić rośliny, przycinać krzewy... I, mimo że wszystkie te czynności wykonuje w rękawiczkach, to na koniec dnia pracy, po ich zdjęciu, okazuje się, że moje dłonie są niewiele czystsze od ziemi, w której grzebałam. Nie ma bowiem rękawic doskonałych. Gumowe szybko pękają, lateksowe nie zabezpieczają rąk przed kolcami czy kamieniami, a tak zwane "wampirki" (z wierzchu bawełniane, od spodu pokryte gumą) nie chronią szczelnie przed ziemią i wilgocią.

Domycie rąk zabrudzonych ziemią nie jest łatwe. Zdarza się, że mydło i szczoteczka nie dają rady. Co wtedy robię? Uciekam się do ostateczności, czyli... prania ręcznego! Niezły poligon dla skóry dłoni... A później patrzę na swoje ręce i to, co widzę, średnio mi się podoba. Też tak macie? Postanowiłam jakoś temu zaradzić. Poprosiłam specjalistkę od kosmetyków wszelakich, by podzieliła się ze mną i z moimi czytelnikami, czyli z Wami moi drodzy, domowymi sposobami pielęgnacji skóry dłoni, która przyniesie ulgę i przy okazji nie zrujnuje finansowo. Poznajcie autorkę dzisiejszych porad.


Oddaje zatem głos Ilonie, która zapytana o to, jak zadbać o zniszczone dłonie? - odpowiedziała:

Prace w ogrodzie potrafią być zmorą dla wrażliwych dłoni. Oczywiście, wszyscy wiemy, że rękawiczki to podstawa. Niestety nawet one nie ochronią w pełni zapracowanych dłoni. Przedstawię Wam kilka sposobów na regenerację zniszczonej, spierzchniętej skóry.

Peeling nie tylko do twarzy.

Raz na jakiś czas każdy z nas stosuje peeling do twarzy i ciała. Nie wolno jednak zapominać o dłoniach. Niby podczas peelingowania ciała także zajmujemy się dłońmi, ale warto poświęcić im trochę więcej uwagi. W sklepach znajdziecie peelingi przeznaczone specjalnie do dłoni, ale wystarczy Wam taki, który macie w domu do ciała. Dobrze, jeśli ma działanie nawilżające. Wybierajcie kosmetyki złuszczające z olejami w składzie. Poniżej przedstawiam dwa przepisy na domowe peelingi do dłoni. Po każdym złuszczaniu koniecznie aplikujcie krem.


Krem to podstawa!

Każdy z nas posiada „jakiś” krem do rąk. Niestety zwykle leży wśród kosmetyków i używamy go, kiedy nam się o nim przypomni. Niestety, to nie wystarczy. Przy zniszczonej skórze powinniśmy mieć kilka sztuk tego produktu. Po jednym w miejscach, gdzie myjemy ręce. Od razu po wysuszeniu rąk należy wklepać go w skórę. Na pewno jedna sztuka powinna wylądować w torebce. Spokojnie w sklepach znajdziecie miniaturki. Gdzie jeszcze? Dobrym pomysłem jest szafka nocna, aby nie zapomnieć o kremowaniu przed snem.


Maski regeneracyjne ukoją.

Tak, tak. Maseczki to nie tylko produkt do twarzy. Te przeznaczone do dłoni znajdziesz w drogeriach w pobliżu kremów. Są różne opcje do wyboru. Możesz wybrać maseczkę dwuetapową. W saszetkach znajdziesz peeling oraz maskę bogatą w składniki odżywcze, którą nakładasz grubą warstwą na skórę i pozostawiać 15-20 minut. Wierz mi, Twoje dłonie Ci podziękują za taki zabieg. Innym tego typu produktem, są bawełniane rękawiczki, które zakładasz na określony czas i pozwalasz działać składnikom. Takie spa dla dłoni to świetny moment, w którym możesz się zrelaksować. Oczywiście nie musisz takich masek kupować. Poniżej przedstawiam dwa bardzo proste przepisy na domowy kosmetyk.



Poniżej przedstawiam Wam kilka produktów, które osobiście polecam do pielęgnacji skóry.


Jeśli zadbacie o kompleksową pielęgnację swoich dłoni, na pewno odwdzięczą Wam się pięknym wyglądem. Pamiętajcie, im szybciej o nie zadbacie, tym dłużej będziecie cieszyć się zdrową i odżywioną skórą. Pozdrawiam.
Ilona Strzeszewska


Ja już z porad Ilony skorzystałam. Zakupiłam m.in. bawełniane rękawiczki i maseczkę do rąk z peelingiem, która widocznie poprawiła stan mojej skóry na dłoniach. Dziś przygotuje sobie również maskę owsianą. A co! Wkrótce wybieram się na niewielką uroczystość rodzinną i nie martwię się już, że kogoś zszokuje widokiem swoich rąk. Proste patenty są najlepsze! Ilona, dziękuję Ci serdecznie za owocną współpracę przy tworzeniu tego wpisu i za to, że chciałaś podzielić się z nami swoją wiedzą. Było mi bardzo miło gościć Cię u siebie. 

A Wy moi drodzy nie zwlekajcie zbyt długo z odwiedzinami na blogu Stestuj to. Czeka tam na Was duża dawka recenzji kosmetycznych.