niedziela, 13 sierpnia 2017

Cienisty świat funkii

Nie mogłam wybrać lepszego tematu na dziś, może zadziałała podświadomość... Jest godz. 21:30, a termometr na zewnątrz uparcie wskazuje 27 C i ani myśli drgnąć. Po 35 C w ciągu dnia to i tak duża ulga. Dlatego temat o funkiach - królowych cienistych zakątków - będzie w sam raz. Słowo cienisty, w kontekście dzisiejszej temperatury, nabiera bardzo przyjemnego znaczenia.

Wyobraźcie sobie wysokie drzewa zapewniające cień w upalne dni lub rabatę wzdłuż ceglanego muru obrośniętego bluszczem, brzeg cicho szemrzącego strumyka lub ogród japoński... W każdym z tych miejsc dzisiejsza bohaterka, będzie doskonale się czuła. Ba! Posadzona umiejętnie i w grupie stanie się prawdziwą ozdobą cienistego zakątka.

Nie tylko dzisiejsza, wysoka temperatura skłoniła mnie do napisania tekstu o tych długowiecznych i ciekawych roślinach. Ostatnio odnoszę wrażenie (może mylne?), że funkie spowszechniały nam tak bardzo, że przestajemy je zauważać i doceniać. Możliwe, że dzieje się tak, bo są łatwo dostępne i to w ogromnej ilości odmian. Ich uprawa nie przysparza większych kłopotów i dlatego są często spotykane w przydomowych ogrodach. Dziś postaram się trochę odczarować funkie i podpowiem, jak z udziałem tych pięknolistnych roślin, stworzyć spójnie kolorystycznie rabaty lub w ciekawy sposób zaaranżować cienisty zakątek z ich udziałem. Zapraszam.


NA POCZĄTEK TROCHĘ INFORMACJI

Funkia (łac. Hosta) należy do roślin z rodziny szparagowatych. Jej ojczyzną jest Azja Wschodnia. Należy do jednych z najdłużej uprawianych roślin na ziemi. Już 2000 lat temu uprawiali ją Chińczycy do wyrobu leków. W Japonii jada się jej młode pędy i liście (substytut szparagów i szpinaku). W internecie bez problemu znajdziecie przepisy na gołąbki zawijane w liście funkii. Ciekawostką jest fakt, że w XIX wieku, mniej więcej w tym samym czasie, odkryło i opisało ją dwóch różnych botaników. Jeden naszą bohaterkę nazwał Funkią, drugi Hostą. Dziś obie nazwy funkcjonują łącznie.

Funkie lubią miejsca cieniste i półcieniste, z lekko wilgotnym podłożem. Między innymi dlatego należy sadzić je w cieniu wysokich drzew i w pobliżu strumieni, stawów i oczek wodnych. Funkiom należy zapewnić lekko kwaśne podłoże, zasobne w składniki pokarmowe. Lubią nawożenie organiczne: obornikiem lub kompostem. W głębokim cieniu słabiej kwitną, a odmiany o dwukolorowych liściach słabiej się wybarwiają. Posadzone w pełnym słońcu cierpią. Ich piękne liście dostają oparzeń i pokrywają się brzydkimi brązowymi plamami. W skrajnych przypadkach roślina ginie. Przy wybieraniu miejsca dla funkii warto kierować się dwoma zasadami: im więcej słońca, tym bardziej wilgotne musi być podłoże oraz im ciemniejsze liście ma roślina, tym bardziej zacienione stanowisko jej wybieramy. 

Funkie występują w bardzo wielu odmianach. Różnią się nie tylko kolorem, kształtem, fakturą i unerwieniem liści, ale również wielkością rozety i wysokością samej rośliny. Występują funkie miniaturowe (o średnicy rozety do 15 cm), małe (do 30 cm), średnie (do 60 cm), duże (do 75 cm), bardzo duże (do 90 cm) i ogromne (powyżej 90 cm). Osiągają wysokość od 15 do 150 cm. Jest w czym wybierać. Jakby tego było mało, co roku w szkółkach pojawiają się nowe odmiany. Od niedawna na polskim rynku, dostępne są funkie, które tolerują miejsca nasłonecznione.

kwiat hosty

Funkie to nie tylko piękne liście. Również dzwonkowate kwiaty w kolorze białym lub jasnofioletowym są pełne uroku. Funkie zakwitają w lipcu i sierpniu, a ich kwiaty ułożone są na wysokiej łodydze i wznoszą się kłosami nad rozetą liści. Niektóre pachną. Rozmnażanie host nie jest trudne. Wystarczy wczesną wiosną lub jesienią podzielić ich kępy. Rozmnażanie z nasion nie ma sensu, rośliny z siewu nie powtarzają cech rośliny matecznej.

Hosty są roślinami długowiecznymi. Przy systematycznym nawożeniu mogą rosnąć na jednym miejscu wiele lat. Planując ich posadzenie, należy wziąć pod uwagę również fakt, że przez 6 miesięcy miejsce, w którym rosną, będzie puste. Hosty zimują pod ziemią. Po pierwszych przymrozkach tracą swoje rozety i wypuszczają je dopiero wiosną. Jeśli nie chcemy zimą mieć widoku z okien na puste rabaty, sadźmy je w towarzystwie roślin zimozielonych np. rododendronów.

Na rabatach, funkie możemy łączyć z wieloma roślinami. O to niektóre z nich: rododendrony, hortensje, paprocie, cieniolubne trawy, brunery, żurawki, liliowce, kosaćce, runianka japońska, tawułka Arendsa, języczki, tojeść kropkowana, bukszpan.

PRZYKŁADY NASADZEŃ Z FUNKIĄ W ROLI GŁÓWNEJ 


hosty pod drzewami
/fot. Sandra Letson/
Na początek rozwiązanie do dużych naturalistycznych ogrodów. Proste, wyniesione rabaty i żwirowa ścieżka. Funkie posadzono po kilka sztuk z danego rodzaju, nie przesadzając z ilością i różnorodnością odmian, by uniknąć kolorystycznego chaosu. Gdzieniegdzie dosadzono tylko kępy kosaćców i liliowców. Zwróćcie uwagę, jak doskonale ogród komponuje się z otoczeniem za ogrodzeniem. Samo ogrodzenie - prosty, ażurowy płot - jest prawie niewidoczne, "nie przeszkadza" w podziwianiu widoku. Nasz wzrok umiejętnie pokierowany linią ścieżki spokojnie podąża poza ogrodzenie, by zatrzymać się na koronach drzew w oddali. Po prostu mistrzostwo!  

hosty nad brzegiem stawu
/źródło: pinterest.com/

Funkia i brzeg strumienia lub oczka wodnego to zawsze dobre połączenie. Jeśli zależy nam na stworzeniu naturalnie wyglądających nasadzeń, nie znajdziemy do tego celu ładniejszej i równie łatwiej w uprawie rośliny. Wystarczy posadzić obok kosaćce syberyjskie i niezapominajkę błotną a uzyskamy spójną i harmonijną kompozycję roślinną. 

funkie pod drzewami, żurawki pod drzewami
/źródło: pinterest.com/
Jeśli mamy w ogrodzie cienisty zakątek z wysokimi drzewami i marzy nam się tam trochę koloru, to jak widać na powyższym zdjęciu, możemy go uzyskać, sadząc funkie o żółto wybarwionych liściach. Posadzone w towarzystwie hakonechloii, brunery, żurawek, kosaćców i paproci rozjaśnią każde, nawet najbardziej ponure miejsce. Jednak, żeby rośliny dobrze nam tam rosły i nie konkurowały z drzewami o wodę i składniki pokarmowe, należy staranie przygotować podłoże i solidnie je użyźnić. Równie ważne będzie systematyczne usuwanie opadających z drzew liści, by nie rozwinęły się choroby grzybowe.
  
obrzeża rabat z host
/źródło: pinterest.com/
Hosty świetnie nadają się do obsadzania obrzeży rabat. Najciekawszy efekt uzyskamy, sadząc funkie tylko jednej odmiany, wzdłuż ścieżek, alejek i ogrodzeń oraz pod ścianami budynków.

runianka japońska, hosty, tawuła arendsa
/źródło: pinterest.com/
Na zdjęciu powyżej widzimy ciekawy efekt połączania dużych odmian funkii z runianką japońską oraz kwitnącą w tym samym czasie tawułką Arendsa. Połączenie godne zapamiętania.

hosty na rabacie

Małe i średnie odmiany host z powodzeniem można wykorzystać do zaaranżowania niewielkich rabat mieszanych. Zdjęcie powyżej przedstawia połączenie dwóch odmian funkii, o różnej wysokości, z hortensją pnącą i języczką Przewalskiego. Nic dodać, nic ująć.

funkie w doniczkach
/źródło: pinterest.com/
Sposobem na przełamanie monotonii jednogatunkowych nasadzeń jest użycie dekoracyjnej donicy. Prosty a jakże efektowny sposób! Tak lubię! Donica to również świetna metoda na walkę ze ślimakami. Większość funkii, szczególnie te o niebieskich liściach, jest przysmakiem tych mięczaków. Warto takie okazy sadzić do donic, by utrudnić ślimakom dostęp do rośliny.

PODSUMOWANIE

Na koniec pozwolę sobie na jeszcze kilka uwag. Mając tak ogromny wybór różnych odmian host, często ulegamy pokusie i kupujemy je bez opamiętania. Następnie sadzimy je obok siebie, tworząc kolorystyczny miszmasz, który przytłacza swą patchworkowatością. Tymczasem ciekawszy efekt uzyskamy, sadząc tylko kilka odmian, ale za to po kilka sztuk z danego rodzaju. W ten sposób obsadzone rabaty będą spójne i harmonijne. Przy zakładaniu rabat mieszanych dobierajcie rośliny nie tylko pod kątem ich podobnych zapotrzebowań na światło czy odczyn gleby. Zwracajcie również uwagę na barwę ich liści. Nie mieszajcie ze sobą roślin o liściach w chłodnym odcieniu zieleni z roślinami o liściach w ciepłym, żółtym i złocistym, zabarwieniu. Uniknięcie w ten sposób niepotrzebnego "zgrzytu" na rabacie. Rośliny o kontrastowym ulistnieniu sadźcie z rozwagą i na zasadzie uzyskania tylko akcentu kolorystycznego. Wiem, że to trudne. Sama ciągle uczę się tego "wyczucia". Najważniejsze, to mieć tego świadomość i inspirować się od najlepszych. Pozdrawiam.

PS. Jeśli szukasz inspiracji i lubisz czytać o ciekawych roślinach, koniecznie zajrzyj do moich wcześniejszych postów pt.: Moje roślinne odkrycia - cz. I i Moje roślinne odkrycia - cz. II.

piątek, 4 sierpnia 2017

Buszując w storczykarni

Jeśli lubicie storczyki, szukacie ciekawych, rzadko spotykanych odmian, to dobrze trafiliście. Pokaże Wam miejsce, w którym je znajdziecie. Zapraszam na krótką, ale bogato okraszoną fotografiami, relację z łódzkiej storczykarni. 



Do storczykarni, a właściwie Salonu Orchidei wybrałam się w ostatnią sobotę lipca. Sama nie wiem, czego się spodziewałam, zapewne phalaenopsisów, czyli najpopularniejszych storczyków nazywanych przeze mnie "marketowymi" i to we wszystkich możliwych kolorach. O święta naiwności! Na miejscu przekonałam się, jak mało wiem o bogactwie odmian orchidei i jaką ignorantką byłam w tym zakresie. W Salonie Orchidei falenopsisy owszem były, ale nie miały nic wspólnego z tymi, które znamy ze sklepów wielkopowierzchniowych czy kwiaciarni. Większość z prezentowanych roślin widziałam pierwszy raz w życiu. Po otrząśnięciu się z szoku, jakiego doznałam na dzień dobry, metodycznie zaczęłam przyglądać się tym małym cudom. Musicie bowiem wiedzieć, że większość z nich jest niewielka. I tylko część kwitła, ale za to jak!



Co można zobaczyć w storczykarni?

Można obejrzeć prywatne kolekcje storczyków, oznaczone stosownymi tabliczkami, nabyć większość z prezentowanych w Salonie okazów oraz zaopatrzyć się w niezbędne akcesoria potrzebne do ich uprawy. Bogactwo i różnorodność oferty Salon Orchidei zawdzięcza swojej współpracy z wieloma ogrodami botanicznymi i palmiarniami w Polsce, dostawcom z Europy, jak również prywatnym kolekcjonerom. Raj dla osób kochających ten konkretny i szczególny gatunek roślin, jakim są storczykowate.


W storczykarni spędziłam trochę ponad godzinę. Popijając pyszną lemoniadę z lodem, którą zostałam poczęstowana, raz za razem przyciskałam spust migawki w aparacie. Bo i jak nie uwiecznić takiej egzotyki! Bogatsza o nowe wrażenia, szczególnie wzrokowe, postanowiłam podzielić się z Wami moimi odczuciami z tego miejsca. Oczywiście, wiedzy na temat orchidei jakoś znacząco mi od tej jednej wizyty nie przybyło, ale pocieszam się, że przy kolejnej wizycie, w tym lub podobnym miejscu, nie zrobię już wielkich, niemądrych oczu 😉.



Będąc w otoczeniu tak pięknych kwiatów, trudno oprzeć się ich urodzie i nie zapragnąć posiadania choć jednego okazu. Nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Poza tym, dlaczego odmawiać sobie takiej przyjemności? Wystarczy znaleźć storczyka o niezbyt wygórowanych wymaganiach! Ja upatrzyłam sobie dwa. Po jednego z nich chcę wrócić, jak tylko zdecyduję się po którego. Zapewniono mnie, że nawet taki amator jak ja, da sobie radę z ich uprawą i że dobrze będą czuły się na okiennym parapecie. Tylko którego wybrać? Oto jest pytanie! Oby dwa to Paphiopedilum, różnią się tylko kolorem kwiatów. Oba mają piękne marmurkowane liście i są niewielkich rozmiarów (ok. 10 cm). I sami powiedzcie, którego tu wybrać? Dwóch niestety nie mogę kupić, z powodu braku miejsca na parapecie. Im dłużej się im przyglądam (foto poniżej), tym bardziej skłaniam się do wyboru tego bordowo nakrapianego.

Pophiopedilum
Salon Orchidei jest niczym innym jak dobrze zaopatrzonym sklepem. Nie obejrzycie w nim storczyków wyeksponowanych tak, jak do tego przyzwyczaiły nas palmiarnie. Jeśli spodziewacie się możliwości podziwiania roślin w tropikalnym anturażu, to muszę Was rozczarować. W tej storczykarni, będącej szklarnią, spaceruje się między stołami, na których ustawiono doniczki z roślinami. Storczyki o zwisających liściach lub kwiatach podwieszone są u góry. Sprzedawane są ukorzenione sadzonki, rośliny, które będą zdolne do kwitnienia za 1-2 lata oraz te już kwitnące. Brak tropikalnej oprawy rekompensowany jest ilością dostępnych odmian storczyków. W żadnym wypadku nie żałuje spędzonego tam czasu.

Na koniec dobra informacja. Nie musicie do storczykarni przyjeżdżać, by kupić którąś z roślin. Salon Orchidei prowadzi sprzedaż internetową, wystarczy kliknąć tutaj. W tym miejscu, od razu dodam, że mój wpis w żaden sposób nie jest sponsorowany. Winna Wam jestem jeszcze jedno wyjaśnienie. Brak opisów pod zdjęciami nie jest przypadkowy. Nie będąc znawcą, nie zaryzykuję podania nazw sfotografowanych storczyków. Nie jestem w stanie ich zweryfikować i nie chcę tym samym nikogo wprowadzić w błąd. Rzetelność przede wszystkim. Aha, i jeszcze jedno, nie zapomnijcie w komentarzu pod postem doradzić mi, którego storczyka wybrać. Z góry dziękuję.

Ps. Czy polubiliście już fanpage "Buszując w ogrodzie" na Facebooku? Jeśli nie, to serdecznie Wam polecam. Tam też sporo się dzieje. 

sobota, 22 lipca 2017

Moje roślinne odkrycia - cz. II

Witajcie. Pełnia lata. Czas wydawać byś się mogło leniwych dni i długich ciepłych wieczorów. A tymczasem w moim ogródku dużo się dzieje i mówiąc kolokwialnie mam "pełne ręce roboty". Niestety tak to już jest. By cieszyć się zadbanym ogrodem, trzeba mu poświecić sporo wysiłku i czasu. Nie dla mnie kołysanie się w hamaku, ze szklaneczką mrożonej mięty w dłoni. Sadzę, przesadzam, przekopuję grządki, zrywam borówkę amerykańską, która w tym roku wyjątkowo obrodziła. U Was też? Czy tylko ja mam klęskę urodzaju? Robiąc to wszystko, cały czas zastanawiałam się, o których roślinach opowiedzieć Wam w kolejnej odsłonie "Moich roślinnych odkryć". Wybór nie był łatwy, bo przecież ja co chwilę coś "odkrywam". Poza tym należę do osób, które zachwycają się praktycznie wszystkim co zielone i kwitnie. Sami więc rozumiecie, że trudność wyboru kolejnych trzech pozycji roślinnych osiągnęła wysokość zgoła Annapurny. I ten brak czasu by usiąść do komputera... Ale już jestem! J-23 znów nadaje! Będzie trochę niebiesko, trochę różowo i biało. Nie przedłużając, zapraszam na mały przegląd roślinnych piękności.

ODKRYCIE 4. STOKEZJA GŁADKA (Stokesia laevis)

kwiaty stokezji w pełnej krasie
/źródło: flourists.com i dobbies.com/

Na stokezję zwróciłam uwagę z powodu zaskakującego podobieństwa jej kwiatów do chabrów bławatków. Okazuje się, że obie rośliny należą do rodziny astrowatych, są więc spokrewnione. Stokezja jest rośliną wieloletnią, w przeciwieństwie do jednorocznych chabrów bławatków. Rozważałam nabycie jej sadzonek, ale z racji, że stokezja nie toleruje zamakania zimą, obawiam się, że może u mnie nie przetrwać. Mam co prawda w ogrodzie ziemię piaszczystą i przepuszczalną, ale to może nie wystarczyć, by roślinę przezimować w dobrej kondycji. Potrzebny jest dodatkowo drenaż w postaci żwiru. Dlatego polecam Wam stokezję do ogrodów skalnych. Za rok lub dwa będę zmieniała nasadzenia na moim niewielkim skalniaku i wtedy ponownie rozważę jej kandydaturę, bo jestem zauroczona jej kwiatami i chciałabym mieć ją u siebie. Co poza tym lubi stokezja? Będzie wdzięczna za stanowisko słoneczne. W półcieniu słabiej kwitnie. Lubi podłoża lekko kwaśne lub obojętne, zasobne w składniki pokarmowe. Kwitnie w lipcu i sierpniu. Dorasta do 35 cm wysokości. W zimniejszych rejonach kraju może przemarzać, dlatego warto ją okryć np. stroiszem z gałązek świerkowych. Występuję w kilku kolorach: białym, niebieskofioletowym i żółtokremowym.

stokezja w otoczeniu różowych główek czosnku - po prostu pięknie
/źródło: flourists.wordpress.com/


ODKRYCIE 5. GILLENIA TRÓJLISTNA (Gillenia trifoliata)

zwiewny kwiat gillenii w kształcie gwiazdki
/fot. Bill Tanneberger/
Są takie rośliny, które mimo braku "nachalnej urody" przyćmiewają inne. Gillenia, moim zdaniem, do takich roślin należy. Ta pochodząca z Ameryki Północnej bylina przez rdzennych mieszkańców nazywana była Oddechem Młodego Jelenia. Bardzo obrazowa nazwa, przyznacie. I jakże trafna. Białe, misterne kwiaty poruszane przez wiatr, przywołują na myśl zwiewne obłoki. Spotkałam się również z nazwą Korzeń Bowmana, nawiązującą do Indian używających łuków (bowman = łucznik). Każda z tych nazw określa roślinę dorastającą do 1 m wysokości i 60 cm szerokości, o czerwonych łodygach i drobnych białych kwiatach przypominających wiatraczki. Gillenia lubi lekki półcień podłoże o lekko kwaśnym lub obojętnym odczynie. Na stanowiskach słonecznych wymaga wilgotniejszego podłoża. W naszym klimacie mrozoodporna, ale nie lubi przeciągów. Jesienią liście gillenii pięknie przebarwiają się na pomarańczowo. Odmiana 'Pink Profusion' o kwiatach w kolorze jasnoróżowym też jest urokliwa, ja osobiście wolę jednak tę o kwiatach białych. Mam w ogródku jeszcze jeden niezagospodarowany zakątek, gdzie panuje lekki półcień. Planuje posadzić tam hortensje, biało kwitnące hosty o szarozielonych liściach i właśnie gillenię. Rozmarzyłam się... będzie pięknie.

/źródło: lantliv.com i hagtorpet.blogspot.com/

ODKRYCIE 6. SZAŁWIA MUSZKATOŁOWA (Salvia sclarea)



Szałwia muszkatołowa podobnie jak malwa jest krótkowieczna i uprawia się ją jako roślinę dwuletnią. Niech ta informacja jednak Was nie zniechęci, bo "muszkatułówka" łatwo się rozsiewa i z powodzeniem można ją uprawiać z samosiejek. Najładniej prezentuje się posadzona w grupie po kilka sztuk. Będzie ozdobą każdego zielnika, naturalistycznych rabat, jak również świetnie sprawdzi się jako soliter. Ja połączyłabym ją z ciemnofioletową szałwią omszoną oraz z czyśćcem wełnistym o srebrzystych liściach. Szałwia muszkatołowa zakwita w drugiej połowie czerwca i kwitnie ok. 6 tygodni. W gorące dni rozsiewa mocny zapach gałki muszkatołowej - stąd oczywiście jej nazwa. Przyciąga pszczoły. Gatunek w naturalnych warunkach osiąga wysokość 1 - 1,2 m. Odmiany ogrodowe np. 'Mittsommer' są mniejsze i osiągają wys. 75 cm i nadają się również do uprawy w pojemnikach. Szałwia kocha słońce i piaszczystą ziemię. Wytrzymuje temp. do - 26 C, pod warunkiem, że zimą będzie mieć sucho. Po przekwitnięciu warto ją przyciąć, jest wtedy szansa, że ponownie zakwitnie jesienią. Na forach internetowych wyczytałam, że szałwia muszkatołowa jest przysmakiem ślimaków. Miejcie to na uwadze i po posadzeniu sprawdzajcie, czy przypadkiem nie stała się ofiarą tych głodomorów. Szkoda byłoby, prawda? Jeśli interesują Was właściwości lecznicze szałwii muszkatołowej zajrzyjcie na stronę EKOBlog.


W tym miejscu zakończę. Miło było znów dla Was pisać, ale zmykam już do swoich grządek. Jeśli nie czytaliście jeszcze części pierwszej "Moich roślinnych odkryć" wystarczy kliknąć tutaj. Serdecznie zapraszam do lektury oraz do kolejnych odwiedzin bloga. W następnym wpisie będzie m.in. o modraku sercolistnym. Do zobaczenia.