czwartek, 14 grudnia 2017

Piękny ogród zimą? Tak, to możliwe!

10 sposobów na atrakcyjny ogród zimą


Zima. Wstajesz rano, idziesz do kuchni, włączasz czajnik by zagotować wodę. Przygotowujesz sobie kawę/herbatę w ulubionym kubku, szczelniej otulasz się miękkim szlafrokiem. Delektujesz się pierwszym gorącym łykiem napoju i ciszą, która jeszcze panuje w Twoim domu. Spoglądasz przez okno i... cały dobry nastrój pryska jak bańka mydlana. Patrzysz na swój ogród i czujesz przygnębienie. Szarość i burość. Wszędzie tylko bezlistne gałęzie drzew i krzewów oraz goła ziemia. Odwracasz się od okna - w końcu nie ma za nim nic ciekawego - i spoglądasz na kalendarz, wzdychasz. Do wiosny jeszcze tak daleko...

Czy coś Wam to przypomina? Jeśli czujecie się podobnie, wyglądając zimą przez własne okna, to ten wpis jest dla Was. Podpowiem jak odczarować szaro-bury wygląd ogrodu zimą i jak w prosty sposób uatrakcyjnić zimową rabatę, by Wasze ranki i wieczory nie kończyły się zasłanianiem okien.

nie pogniewałabym się za taki widok z okna, a Wy?


PO PIERWSZE - ROŚLINY ZIMOZIELONE

od góry: runianka japońska, różanecznik, bukszpan wieczniezielony, kopytnik pospolity

Rośliny zimozielone to takie, u których występuje całoroczny przyrost nowych liści, przy czym stare liście zrzucane są stopniowo, przez co roślina jest cały czas zielona i nigdy nie traci wszystkich liści. Natura powinna dostać nagrodę Nobla za ten wynalazek. Jak dobrze, że stworzyła drzewa i krzewy iglaste, rododendrony, bukszpany i inne rośliny wiecznie zielone. Nie od dziś wiadomo, że kolor zielony ma zbawienny wpływ na ludzką psychikę. Koi nerwy i działa relaksująco. Rośliny zimozielone powinny znaleźć się w każdym ogrodzie, nawet najmniejszym. Umiejętnie połączone z roślinami o odmiennych cechach rozwojowych, dadzą nam tak pożądany w ogrodzie atrakcyjny wygląd przez wszystkie pory roku. 

Do najpopularniejszych i najatrakcyjniejszych roślin wiecznie zielonych w naszym kraju należą:
  • wszystkie drzewa iglaste z wyjątkiem modrzewia, który zimą zrzuca igły; 
  • krzewy: różaneczniki, bukszpan wieczniezielony i drobnolistny, pieris kwiecisty i japoński, ostrokrzew kolczasty, mahonia pospolita i pośrednia, laurowiśnia wschodnia, wawrzynek tangucki, ligustr pospolity, ognik szkarłatny, trzmielina Fortune'a, suchodrzew chiński, irgi: Dammera, rozkrzewiona, szwedzka, drobnolistna i rozesłana, kalmia wąskolistna, kiścień wawrzynowy, berberys brodawkowaty, głogownik, skimia japońska, kalina sztywnolistna;
  • byliny i krzewinki: bergenia sercolistna, wrzosy, wrzośce, lawenda wąskolistna, runianka japońska, golteria rozesłana, barwinek pospolity, kopytnik pospolity, ubiorek wieczniezielony, modrzewnica pospolita;
  • pnącza: bluszcz pospolity, wiciokrzew Henry'ego, trzmielina pnąca, jeżyna Henry'ego

PO DRUGIE - ROŚLINY O KOLOROWYCH PĘDACH I OWOCACH

od góry: owoce berberysu, pędy derenia świdwy, pędy derenia białego, owoce ostrokrzewu
Jeśli rośliny zimozielone to dla Was za mało i chcielibyście, aby zimą w waszym ogrodzie pojawił się kontrastowy kolor, idealnym rozwiązaniem będą rośliny o dekoracyjnych pędach, które najefektowniej prezentują się, gdy opadną z nich liście. Wśród rośliny o dekoracyjnych zimą pędach, najatrakcyjniejsze są moim zdaniem - derenie, o przepięknych i intensywnie wybarwionych gałązkach:
  • w kolorze czerwonym - dereń biały (odm. Sibirica i Elegantissima),
  • w kolorze żółtym - dereń rozłogowy (odm. Flaviramea i Silver and Gold), 
  • w kolorze pomarańczowym - dereń świdwa (odm. Midwinter Fire).
Ozdobne pędy mają także żarnowce, janowce, złotlin japoński, perełkowiec japoński i pnącze - kokornak wielkolistny. Ale, ale... Z zielenią roślin wiecznie zielonych równie pięknie będą kontrastowały drzewa o białej korze, czyli brzozy - szczególnie brzoza pożyteczna (Betula utilis), chyba najatrakcyjniejsza w stanie bezlistnym, z najbardziej białą korą ze wszystkich brzóz. Ciekawie w okresie zimowym wyglądają również drzewa o fantazyjnie poskręcanych gałęziach np. leszczyna pogięta i wierzba mandżurska. 

Kolejnym sposobem na ożywienie ogrodu są rośliny o ozdobnych owocach. Może nie będą tak spektakularne widoczne, jak te o intensywnie wybarwianych pędach, ale na pewno będą miłym akcentem dla oka. Są również wartościowe ze względu na ptaki, które żywią się ich owocami. Jest ich całkiem sporo, jest więc w czym wybierać. 

Do najciekawszych roślin ogrodowych o ozdobnych owocach należą: 
  • o owocach czerwonych - ognik szkarłatny (odm. Kasan, Kuntayi, Mohave, Red Column, Red Cushion), berberys Thunberga i pospolity, jarząb pospolity i turyngski, kalina koralowa, cis pospolity, niektóre odmiany ostrokrzewów, róża dzika i pomarszczona, irga pozioma i pomarszczona, jabłoń ozdobna (purpurowa, kwiecista, jagodowa, niska), głogi np. szypułkowi i pośredni;
  • o owocach pomarańczowych - rokitnik, ognik szkarłatny (odm. Firelight, Orange Charmer, Orange Glow, Teton), jarząb szwedzki i dalekowschodni, jabłoń ozdobna (odm. Evereste i Professor Sprenger); 
  • o owocach żółtych - jarząb Arnolda 'Golden Wonder' i jarząb szwedzki 'Joseph Rock', jabłoń ozdobna (odm. Golden Hornet, Wintergold), ostrokrzew Meservy 'Golden Girl', kalina koralowa 'Xanthocarpum';
  • o owocach różowych - jarząb Arnolda (odm. Coral Pink i Pink Veil), śnieguloczka Doorenbosa (odm. Amethyst i Magic Berry), pięknotka Bodiniera; 
  • o owcach białych -  jarząb kaszmirski i Koehnego, śnieguliczka Doorenbosa 'White Hedge';
  • o owocach czarnych - ligustr pospolity, kalina hordowina, aronia czerwonoowocowa;
  • o owocach niebieskich - mahonia pospolita i winobluszcze (pięciolistkowy, zaroślowy, trójklapowy.

PO TRZECIE - ROŚLINY KWITNĄCE ZIMĄ

od góry: oczar, przebiśniegi, ciemiernik, ranniki

Rośliny kwitnące zimą? Tak, są takie! Jest ich relatywnie niewiele i może dlatego robią tak duże wrażenie. Często kwitną jeszcze w zalegającym śniegu. Niektóre, choćby ciemierniki zakwitają już w styczniu. Pozostałe trochę później. Lubimy je, bo są obietnicą wiosny, taką pierwszą jaskółką. Zmęczeni zimą, wypatrujemy każdej, nawet najmniejszej oznaki poprawy pogody, zapowiedzi, że wiosna jest tuż... tuż. Kiedy zakwitają człowiekowi robi się lżej na duszy - przynajmniej mnie robi się lżej i weselej, bo należę do tych osób, które co roku z niecierpliwością wypatrują wiosny, a zimę żegnają bez żalu. Dlatego uważam, że warto je sadzić. Na pewno uatrakcyjnią nie jeden kącik w ogrodzie. 

Oto kilka najpopularniejszych roślin kwitnących zimą:
  • drzewa i krzewy: oczar wirginijski i pośredni, kalina wonna, jaśmin nagokwiatowy (niedawno pokazałam go na Facebooku), wawrzynek wilczełyko (piękny, ale bardzo trujący), suchodrzew Purpusa (podobny do wiciokrzewu), zimokwiat wczesny; 
  • byliny i krzewinki: ciemierniki i wrzosiec krwisty;
  • rośliny cebulowe: rannik zimowy, śnieżnik, cebulica syberyjska, przebiśniegi, krokusy.

PO CZWARTE - SUCHE KWIATOSTANY


Przyprószone śniegiem i szronem zaschnięte kwiatostany roślin wyglądają malowniczo, romantycznie i bardzo naturalnie. Nie wycinajmy ich jesienią, a staną się ciekawą i niebanalną ozdobą naszych ogrodów. Modę na uschnięte badyle, jak je niektórzy nazywają, wypromował w ostatnich latach holenderski projektant ogrodów Piet Oudolf. Trend ten jest na tyle silny, że nawet zaczyna być widoczny w miastach; na skwerach i zieleńcach. Właściwie trudno się dziwić, wystarczy spojrzeć na zdjęcia powyżej. Moim zdaniem najładniej prezentują się suche kwiatostany: jeżówek, rozchodników okazałych, hortensji bukietowych, żelaźnika żółtego, rudbekii, zawilców japońskich, przegorzanów, liatry kłosowej, krwawników i oczywiście traw ozdobnych. Te ostatnie warto na zimę wiązać, często są zbyt wiotkie, by wytrzymać napór śniegu, a poza tym związane lepiej nam przezimują.

PO PIĄTE - OŚWIETLENIE


O iluminację ogrodu warto zadbać o każdej porze roku. Jednakże to właśnie zimą oświetlony ogród najbardziej wydaje się bajkowy. Wystarczy oświetlić jedno drzewo lub najpiękniejszą rabatę, by ogrodu zmienił się nie do poznania. Latarenki ustawione wzdłuż ścieżki prowadzącej do domu, oświetlenie zamontowane na ścianach budynków, lodowe świeczniki ustawione na okiennych parapetach... wszystko to sprawi, że ogród ożyje, będzie cieplejszy i bardziej nastrojowy w odbiorze. Warto też w okresie świąt Bożego Narodzenia pokusić się o zawieszenie w ogrodzie lampionów lub lampek choinkowych, oczywiście tych przystosowanych do warunków zewnętrznych.

PO SZÓSTE - MEBLE, DONICE I DEKORACJE


Uważam, że pozostawienie na zimę w ogrodzie mebli, ale tylko tych z drewna lub metalu, donic (z terakoty i gliny) oraz przystrajanie ogrodu różnymi kompozycjami roślinnymi, to strzał w dziesiątkę. Meble ogrodowe są bardziej wytrzymałe, niż nam się wydaje. Nie musimy zamartwiać się, że szybko się zniszczą. Jeśli po której z kolei zimie ich wygląd będzie nas raził, wystarczy je odnowić. To nic trudnego, wystarczy pomalować je farbą i będą jak nowe. Sami przyznajcie, że przykryte kołderką ze śniegu wyglądają uroczo, podobnie jak wszelkiego rodzaju ogrodowe pergole, trejaże, altanki czy obeliski. Bardzo też lubię bukiety i stroiki z np. naciętych gałązek świerkowych i źdźbeł trawy. Oprószone śniegiem lub szronem wyglądają równie dekoracyjnie, co kwiaty wstawione latem do wazonów. Proste i wyjątkowo urokliwe.

PO SIÓDME - KOLOROWE KARMNIKI


Zawieszenie kolorowych karmników ma same zalety. Wprowadza dodatkowy kolor do ogrodu, tak przecież pożądany o tej monochromatycznej porze roku, i  przyciąga przede wszystkim różne ptaki, np. barwne gile i sikorki. Ogród żyje, a samo obserwowanie ptaków sprawia niemałą przyjemność. O tym, że dokarmianie zimą naszych małych skrzydlatych braci, jest bardzo chwalebne, nawet nie będę wspominać.

PO ÓSME - CHOCHOŁY I INNE OZDOBNE OKRYCIA


Lubię chochoły. Te ze słomy lub maty słomianej. Może dlatego, że kojarzą mi się z niezwykłym pastelem Wyspiańskiego o tym samym tytule oraz z jego dramatem "Wesele". Otulone słomianym chochołem np. róże mają w sobie jakiś sielski klimat. Bardzo podoba mi się również pomysł przewiązywania chochołów lub innych okryć zimowych na rośliny czerwonymi wstążkami. Proste a jakie urocze. Producenci worków jutowych i kapturów z agrowłókniny również nie próżnują. Od jakiegoś czasu można kupić w sieci ozdobne okrycia na rośliny, np. tutaj. Młodsze dzieci powinny być zachwycone.

PO DZIEWIĄTE - BIELENIE DRZEW


Jeśli Wasze okna wychodzą na sad, to może warto rozważyć możliwość wykonania zabiegu bielenia pni drzew owocowych. Oczywiście bielenie wapnem ma przede wszystkim aspekt profilaktyczny (chroni korę drzew owocowych przed ranami zgorzelinowymi), ale nie bez znaczenia jest również efekt wizualny. Bielone drzewka wyglądają po prostu schludniej. W pochmurne, zimowe dni ich białe pnie będą jaśnieć niczym latarnie morskie podczas długich, ciemnych nocy. Jeśli zdecydujecie się na bielenie drzew, to przypominam, że zabieg ten należy wykonać w styczniu, w czasie suchej pogody.

PO DZIESIĄTE I OSTATNIE - GRILLOWANIE I LEPIENIE BAŁWANA


Może wydawać się Wam to dziwne, ale zachęcam Was do aktywnego korzystania z ogrodu zimą. W krajach skandynawskich, gdzie zimy są dłuższe niż u nas, grillowanie lub pieczenie kiełbasek przy ognisku w grudniu, czy w styczniu właściwie jest normą. Spróbujecie, może spodoba się Wam taka forma biesiadowania na śniegu. Ciepłe ubrania, rozpalone koksowniki lub ognisko, pyszne jedzenie... Brzmi jak dobra zabawa, prawda? Gwarantuję, że wasze ogrody zaczną się Wam zupełnie inaczej kojarzyć - bardziej pozytywnie. A w śnieżne dni polecam z dziećmi lub wnukami ulepić bałwana. Złapanie trochę ruchu na świeżym powietrzu wyjdzie Wam tylko na zdrowie. Bałwanowi załóżcie kolorowy szalik i niech się do Was uśmiecha od ucha do ucha, dopóki nie przyjdą roztopy. Myślę, że za każdym razem, kiedy spojrzycie przez okno na takiego uśmiechniętego, śniegowego gościa z zawadiacko przewiązanym szalikiem, zima zda się Wam się całkiem przyjemną porą roku.


Trochę się rozpisałam, ale już kończę. Tak to już jest, kiedy się pisze o rzeczach i sprawach, które pasjonują. Łatwo wtedy o słowotok. Jestem ciekawa, czy któraś z propozycji szczególnie się Wam spodobała? Czy może czymś Was zaskoczyłam? Byłoby mi miło, gdybyście mi o tym napisali w komentarzach pod postem. Na koniec życzę Wam i przy okazji również sobie, pięknej zimy. Wiecie... takiej słoneczniej, śnieżnej, z lekkim mrozem. Trochę takiej jak tej pokazanej na fotografiach, którymi zilustrowałam dzisiejszy artykuł. Mam nadzieję, że czytając dzisiejszy wpis, poczuliście impuls do wprowadzenia zmian we własnym ogrodzie, i że przekonałam Was, iż ogród zimą wcale nie musi być szary i bury. Które z pomysłów przeniesiecie na "własne podwórko", zależy już tylko od Was. Pamiętajcie, ogranicza nas tylko własna wyobraźnia!

PS. I zasobność portfela 😉

czwartek, 30 listopada 2017

Ogród pod Chmurką

Marzenia. Od nich zazwyczaj wszystko się zaczyna. Od pragnień tak silnych, że często człowiekowi nie pozostaje nic innego jak zakasać rękawy i zacząć działać. Są nieodłącznym aspektem ludzkiego życia i jego siłą napędową. Dają nam wiarę, nadzieję, cel w życiu. Są ucieczką od szarej rzeczywistości. Dodają smaku i koloru życiu. Bez marzeń ludzkie życie byłoby przygnębiająco ubogie. Odwaga, by je realizować, jest równie ważna, co same marzenia. Bohaterka dzisiejsza wpisu jest tego doskonałym przykładem. Nie boi się marzyć i ma dość odwagi, by spełniać swoje pragnienia.  Zapraszam na post o niezwykłym „Ogrodzie pod Chmurką” oraz o jego właścicielce - Marii Chmurze. 

BIESZCZADY MÓJ DOM


Kto nie chciałby rzucić wszystkiego i wyjechać w Bieszczady?

Znacie kogoś takiego? Maria miało to szczęście, że nie musiała niczego rzucać. Urodziła się w Bieszczadach i od zawsze wiedziała, że tylko tu może mieszkać, pracować i że nigdzie indziej na świecie nie będzie bardziej szczęśliwa. Jak twierdzi „za bardzo kocha ten niezwykle malowniczym region Polski, gdzie wolniej płynie czas a wspaniała natura jest na wyciągnięcie ręki”, by szukać szczęścia gdzieś indziej. Bieszczady dają jej „poczucie swobody i przestrzeni”. Dorastała na wsi. To właśnie wieś ukształtowała jej „charakter, nauczyła pracowitości, pokory, szacunku do ziemi, oraz miłości do zwierząt i przyrody”. Maria z rozrzewnieniem wspomina swoje dzieciństwo - „zapach pieczonego chleba, smak poziomek w śmietanie, ciepłego mleka prosto od krowy i szelest zbieranego siana”... 

Inną wielką miłością Marii są konie. Kiedy nadszedł moment założenia rodziny, wspólnie z mężem rozpoczęła poszukiwania działki wystarczająco dużej, by kiedyś w przyszłości móc cieszyć się towarzystwem tych niezwykle pięknych zwierząt. Udało się. Kilkanaście lat temu, niedaleko Sanoka, państwo Chmurowie nabyli dużą działkę o pow. 1,8 ha położoną na wzgórzu. Od okolicznych mieszkańców dowiedzieli się, że „w latach 60. i 70. był tam duży punkt skupu lnu i że miejsce to nazywane jest Lnianką”. Nie uprawiana przez 50 lat ziemia okazała się mieć III klasę żyzności. Państwo Chmurowie, żeby wiedzieć „z czym mają do czynienia, zanim cokolwiek zaczęli robić, oddali próbki ziemi do analizy, która wykazała, że gleba ma strukturę piaszczysto–gliniastą, o odczynie kwaśnym (pH 4,9)”. Nie było więc źle.

OGRÓD POD CHMURKĄ


Ogród wraz z domem i stajnią zajmują działkę o powierzchni 30 arów (3.000 m kw.); na 10 arach założono sad i warzywnik. Na pozostałej części gruntów zostały wytyczone pastwiska dla koni. Jak wspomina Maria kiedy budowa domu ruszyła pełną parą, nie myślałam nawet o tym, jak będzie wyglądała przestrzeń wokół domu. Jedyne co było pewne to szpaler z żywotników, który miał chociaż trochę zminimalizować skutki silnie wiejących tu wiatrów. Myślałam też o jakiś krzewach, iglakach i dużym trawniku, o czymś, co nie wymaga dużych nakładów pracy i czasu. Od początku chcieliśmy z mężem stworzyć miejsce przyjazne i bezpieczne dla dzieci. Otoczenie miało być nie tylko przyjemne dla oka, ale również praktyczne. Myśli o nasadzeniach pojawiły się dopiero wtedy, gdy zakończyły się prace ziemne wokół domu. Wiosnę 2014 roku można uznać za początek mojej przygody z ogrodem. Zakasałam rękawy, posadziłam tuje szmaragd i zasiałam trawę odporną na deptanie.

tak wyglądały początki ogrodu

Długie jesienne i zimowe wieczory Maria wykorzystuje na szukanie inspiracji w Internecie. Dziś z uśmiechem na twarzy wspomina swoje pierwsze zakupy w szkółkach i nasadzenia, kiedy to jedyną zasadą, jaką się kierowała przy wyborze roślin, było „byle szybko urosło i wypełniło pustki”. I tak w jej koszyku lądowały przede wszystkim krzewy, wierzby i iglaki. Dzisiaj jest już bardziej świadoma swoich wyborów. Ja mówi: „roślin początkowo sadziłam dużo, większość intuicyjnie i bez jakieś większej koncepcji. W miarę wzrostu mojej ogrodniczej świadomości zaszła potrzeba tworzenia kompozycji, grupowanie roślin, chociażby kolorami. Zaczęłam myśleć pod kątem tworzenia czegoś ciekawego dla oka, spójnego, by rośliny się uzupełniały wzrostem, pasowały kolorystycznie i były zbliżone wymaganiami"

Zapadła decyzja, by wytyczone wcześniej, proste i regularne rabaty, poszerzyć i zmienić ich kształt na mniej formalny. Zabieg ten w znacznym stopniu ułatwił Marii koszenie trawy. Sam trawnik od rabat został oddzielony betonową kostką brukową – ten sposób ułożenia obrzeży w znacznym stopniu zapobiega przerastaniu trawy; można powiedzieć, że trzyma trawnik w ryzach.

moment zmiany kształtu rabat
Maria uwielbia hortensje. Ma ich w swoim ogrodzie ponad 180 szt. Najwięcej bukietowych i drzewiastych – około 120 szt. Ale jak opowiada „nie mogłam nie zauważyć też wyjątkowej urody hortensji ogrodowych. Mimo że są bardzo kapryśne mam ich całkiem sporo. Skupiam się jednak na odmianach niezawodnych, bardziej odporniejszych. Wyszukuję odmiany kwitnące na pędach jednorocznych, by zwiększyć szansę na ich zakwitnięcie. Ze względu na ich dużą ilość nie okrywam ich na zimę – wiem, że to loteria, ale będę próbować. Łatwo u mnie nie mają ze względu na duże nasłonecznienie, ale w miarę wzrostu drzewek i krzewów pojawia się też cień, więc wszystko idzie w dobrym kierunku. Ziemia w ogrodzie moim hortensjom wyjątkowo odpowiada, sadzę je bezpośrednio do ziemi i nie zakwaszam dodatkowo podłoża. Mimo to wszystkie odmiany hortensji ogrodowej cudnie kwitną na niebiesko — bez dodatkowych zabiegów”.


W ogrodzie pod chmurką swój raj mają również inne gatunki roślin. Oprócz hortensji do faworytów Marii należą jeżówki, rozchodniki okazałe, wszelakie trawy ozdobne i turzyce. Maria bardzo lubi je łączyć w kompozycjach. Jak mówi: „trawy idealnie wpisują się w tutejsze warunki, falując jak szalone na wietrze, dodają lekkości, dzięki nim widać, że ogród tętni życiem, szumi i działa kojąco”. 


Właścicielkę ogrodu przed rokiem zauroczyły również róże. Posadziła je w każdym wolnym miejscu ogrodu. Powstały też typowe różanki. Maria twierdzi, że „efekt wizualny jest jeszcze marny, bo są młodziutkie” i dlatego nie fotografuje ich zbyt często. „Z niecierpliwością czeka, aż róże się rozrosną i pokażą swe piękno”. Niemniej jednak niektóre z krzewów róż, już pokazują, na co je stać. 

różowy kolor róży pięknie podbija kolor ciemnych liści klonu palmowego - połączenie warte zapamiętnia

Ogród pod chmurką jest młodym założeniem. Posadzone przez właścicieli krzewy i drzewa są jeszcze niewielkie i mało widoczne. Jest ich jednak całkiem sporo. Są to m.in.: wierzby, świerki serbskie, jodły kalifornijskie, oliwniki, perukowce, pęcherznice kalinolistne, tawuły, kaliny, katalpy, klony, złotokapy, głogi oraz brzozy odmiany ‘Doorenbos’. Największym problem w ogrodzie są silnie wiejące wiatry. Z tego powodu Maria „unika form piennych drzewek i krzewów, a także stara się nie sadzić roślin nielubiących przeciągów, chociaż czasem i tak nie może się powstrzymać i sadzi na przekór zdrowemu rozsądkowi, bo co to za ogród bez magnolii czy klonu palmowego..."

Wyzwaniem są również chwasty. Ponieważ działka położona jest wśród łąk i pól, wiatr rozsiewa po ogrodzie całe mnóstwo nasion chwastów. Co roku z tego powodu trzeba odchwaszczać trawnik przy użyciu oprysku. By hamować wschody chwastów i ograniczyć parowanie wody Maria gęsto obsadza rabaty roślinami i ściółkuje je skoszoną trawą z trawnika. „O tę trawę rywalizują również jej konie, które czatują przy ogrodzeniu, gdy tylko usłyszą warkot silnika kosiarki”. Ogród nie posiada nawadniania; rośliny muszą radzić sobie same. Podlewane są jedynie przy długotrwałych suszach deszczówką ze studzienki zbiorczej. Inną zmorą w ogrodzie są krety i nornice, które „upodobały sobie korzenie jeżówek i potrafią zniszczyć cały system korzeniowy, uśmiercając tym samym roślinę”. W ramach walki z nornicami Maria dosadza co roku czosnki, a także zatrudniła do walki z nimi... dwa koty.


W tym rejonie kraju zimy często bywają ciężkie. Wiatr i śnieg potrafią usypać ponad metrowe zaspy, szczególnie na rabatach przy tujach. Dlatego też „już jesienią trzeba ogród oczyścić, krótko przyciąć rośliny, bo osiadająca zaspa potrafi wyłamać nawet grube pędy hortensji, jeśli zostawi się je z kwiatostanami”.


Przed domem na trawniku ozdobą są niewątpliwie dwa konie z brzozowych patyczków: Witek i Karuś oraz zabytkowy wóz. Właścicielka chętnie widziałaby tam jeszcze trochę strach ozdób w postaci np. drewnianych kół od wozu, może pługu konnego, starych naczyń czy narzędzi, lub mały płotek z zawieszonymi garnkami. Jak twierdzi: „wynika to chyba z uwielbienia wsi, na której się wychowała”. Z jednej strony zastanawia się, czy nie pokusić się o zrobienie przy wozie „małej, wiejskiej rabatki z pięknymi, kolorowymi jeżówkami”. Z drugiej nie chciałaby już zmniejszać trawnika i zabierać dzieciom miejsca do zabawy i do biegania. Na który wariant zdecyduje się Maria – czas pokaże.


JAK KONIE W GALOPIE


Skąd miłość do koni? „Jakiegoś wyjątkowego przełomu nie było, konie zawsze mnie fascynowały, podziwiałam je za łagodność, niezwykłą mądrość, bystre oko, oddanie człowiekowi” - odpowiada Maria. „Jak wspomniałam wcześniej, pochodzę ze wsi, gdzie konie zawsze pracowały w polu. Pamiętam jak dziś, gdy jako 5-6 – letnie dziecko wykradałam z piwnicy największego buraka i niosłam naszemu konikowi. Zawsze rżał cichutko z radości, gdy mnie widział, siadałam w żłobie i patrzyłam, jak chrupie. To były takie nasze chwile w milczeniu, patrzyliśmy na siebie ze wzajemnym uwielbieniem. Mimo że byłam malutka a on ogromnym koniem pociągowym, to nigdy nie zrobił mi najmniejszej krzywdy. Ja rosłam, miłość do koni rosła ze mną. Wtedy rodzice nie mieli możliwości finansowych, by wykupić mi jazdy konne, czy nawet dowozić do stadniny. Rzeczywisty kontakt z końmi miałam dopiero na praktykach szkolnych. Później były studia w Lublinie na kierunku zootechnika o specjalności hodowla koni i jeździectwo. Los się jednak do mnie uśmiechnął i od 1,5 roku jestem szczęśliwą właścicielką 3 koni: hucuła i dwóch koni rasy kabardyńskiej. Konie są do własnego użytku pod siodło, ale chyba najbardziej do podziwiania — wystarczy mi ich obecność i mogę powiedzieć, że moje marzenia o koniach zostały spełnione. Koniska ciągle testują wytrzymałość ogrodzeń, zgryzają wszystko co dosięgną, nie oszczędziły nawet czubków świerków serbskich posadzonych wzdłuż ogrodzenia, czy pnącej się po zagrodzie trzmieliny. Myślę, że na obecną chwilę doszliśmy do porozumienia dzięki elektrycznemu pastuchowi. Koniki są jeszcze młode, więc mogę spokojnie zająć się ogrodem, zanim przyjdzie konieczność przygotowania ich do pracy pod siodłem. Trudno będzie pogodzić te dwie absorbujące pasje, ale myślę, że i tutaj wypracujemy jakiś kompromis. Na razie mam rewelacyjny nawóz organiczny do ogrodu!”.

rośnie kolejne pokolenie wielbicieli koni

OGRODOWE PLANY I MARZENIA

„Plany na przyszłość są ogromne – nudzić się na pewno nie będę” – opowiada Maria. „Ogród wymaga wszelakiej małej architektury: pergoli, podpór dla róż i pnączy, czy nawet ławki do siedzenia. Zawsze mówiłam, że dopóki nie mam czasu, by usiąść w ogrodzie i po delektować się widokami, to nawet nie ma sensu ławki stawiać, ale już się wygospodarowały 3 miejsca na ławeczkę, więc może jednak koniec prac bliski… Ponadto potrzebne są alejki miedzy nowo powstałymi rabatami, bo na razie trzeba niestety chodzić po błocie. Przyszłościowo konieczne również będzie zagospodarowanie warzywnika. Największym jednak przedsięwzięciem będzie budowa altany i oczka wodnego, ale to plany wręcz kilkuletnie, bo jak to w życiu bywa, zawsze jest coś pilniejszego – np. w najbliższym roku budowa wiaty na siano dla koni. W tej chwili jest to naszym priorytetem”.

Maria uwielbia fotografować swój ogród, czemu absolutnie się nie dziwię
Każdy, kto choć trochę zajmuje się ogrodnictwem, wie, jak wielką sztuką jest tak zaprojektować i dobrać rośliny, by ogród zachwycał o każdej porze roku. „Ogród pod Chmurką” jest na najlepszej drodze, by taką doskonałość osiągnąć. Wystarcz popatrzeć na zdjęcia wykonane jesienią i zimą. Ogród wygląda wtedy jak z bajki.


Trudno rozstać mi się z tym uroczym miejscem i jego przesympatyczną właścicielką. Obie mogłybyśmy długo — jedna opowiadać o ogrodzie, druga nim się zachwycać. Z wielką przyjemnością pisałam ten artykuł, ale kiedyś trzeba go zakończyć. Ja zrobię to właśnie w tym miejscu, dziękując Marii, że mimo licznych obowiązków, znalazła czas by opowiedzieć o sobie i o swoim miejscu na ziemi. Jeśli czujecie niedosyt, mam dla Was dobrą wiadomość. Maria prowadzi fanpage na Facebooku pod nazwą „Ogród pod Chmurką”. Wystarczy polubić profil, by zawsze być na bieżąco z wszystkimi nowinkami w ogrodzie. Serdecznie Was do tego namawiam.

_______________________________
tekst: Monika Zawiślak i Maria Chmura
fotografie: Maria Chmura

wtorek, 21 listopada 2017

Prosta dekoracja jesienna

świecznik, dekoracja jesienna


Zatrzymać kolory jesieni.

Tak krótko w tym roku dane nam było cieszyć się polską złotą jesienią, że postanowiłam jakoś temu zaradzić. Wymyśliłam prostą dekorację w kolorach brązu, czerwieni i zieleni, by w zaciszu domu, choć jeszcze przez chwilę, nacieszyć oczy najpiękniejszymi kolorami jesieni. W pokoju, gdzie stoi stroik, od razu zrobiło się weselej. Mała rzecz a jaka zmiana! Zapraszam na króciutki wpis z cyklu - zrób to sam.

jesienna ozdoba na stół

Do wykonania jesiennej dekoracji użyłam:
  • wianka z witek brzozowych
  • suszonych mini dyń
  • żywych pędów zimozielonego bluszczu
  • suszonych gałązek z owocami dzikiej róży
  • kilku szyszek
  • oraz świec.
jesienna dekoracja na stół, świecznik

Wianek z gałązek brzozowych, mini dynie oraz gałązki dzikiej róży zakupiłam w sklepie dla florystów. Szyszki i kilka pędów bluszczu pozyskałam podczas spaceru w lasie. Przez krótką chwilę zastanawiałam się, czy nie użyć zamiast bluszczu gałązek ostrokrzewu, ale doszłam do wniosku, że z bluszczem będzie mniej zachodu - jest bardziej elastyczny. Świece kupiłam w sklepie znanej szwedzkiej sieciówki.

jesienna dekoracja

Wykonanie dekoracji zajęło mi dosłownie 20 minut. Ponieważ wianek opleciony jest cienkim drucikiem, wystarczyło pędy bluszczu oraz gałązki dzikiej róży przeciągnąć pod nim, a ich końcówki ukryć między gałązkami wianka. Do przymocowania małych, suszonych dyni i szyszek użyłam kleju na gorąco. Na koniec w środku ustawiłam kilka świeć i voilà! Jesienna dekoracja gotowa. 

jesienna dekoracja na stół, wieniec na drzwi

U mnie stroik stoi na niewielkim stoliku, ale równie fajnie będzie wyglądał na stole lub komodzie. Jeśli w tej formie nam się znudzi, zawsze można przywiązać do niego wstążkę i zawiesić go jako wieniec na drzwiach - tylko wtedy oczywiście już bez świec 😉. 

PS. Niedługo święta Bożego Narodzenia. Jeśli szukacie pomysłów na dekoracje świąteczne, to dobrze trafiliście. W zakładce DIY DOM znajdziecie m.in. pomysły na zrobienie małej choinki z łańcucha choinkowego oraz pięknego wianka z bombek. Aha, i jeszcze jedno. Będzie mi niezmiernie miło, jak w komentarzu pod postem dacie mi znać, czy jesienna dekoracja przypadła Wam do gustu.