niedziela, 23 kwietnia 2017

W poszukiwaniu zbłąkanej wiosny

CZYLI CO NIECO O ROŚLINACH KWITNĄCYCH W KWIETNIU

Zniecierpliwiona aurą, a konkretnie panującą na zewnątrz niską temperaturą, lodowatym wiatrem i częstymi opadami deszczu (czasami nawet śniegu!), postanowiłam mimo wszystko znaleźć dowody na to, że kalendarz mnie nie mami i naprawdę mamy wiosnę. Bo kto to słyszał, żeby pod koniec kwietnia jeszcze szarogęsiła się zima!

Na poszukiwanie wiosny wybrałam się do łódzkiego Ogrodu Botanicznego. Doszłam do wniosku, że to dobry sposób na przyjrzenie się z bliska roślinom kwitnącym o tej porze roku. Pomimo mało sprzyjających warunków atmosferycznych zabrałam aparat fotograficzny i wyruszyłam zdeterminowana znaleźć wartościowy materiał do dzisiejszego wpisu. Ogród botaniczny przywitał mnie chmurnie i wietrznie. Nic to - powiedziałam sobie. Podobno nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania!


Nie jest źle - pomyślałam, widząc brzozy skąpane w soczystej zieleni młodych listków i jaskrawożółte forsycje w pełnym rozkwicie. Do pełni szczęścia brakowało tylko promieni słonecznych. W botaniku było pusto. Podczas trzygodzinnego spaceru spotkałam może z 10 osób. Desperatów? Wolę myśleć, że podobnie jak ja miłośników flory. O ile brak tłumu jest zaletą (łatwiej fotografować), to niska temperatura już niekoniecznie. Z zimna drętwiały palce i trudno było obsługiwać aparat. A w rękawiczkach ta sztuka nigdy mi nie wychodziła. Mimo to dzielnie spacerowałam i fotografowałam. Do szybkiego odwrotu skłonił mnie dopiero deszcz. Niemniej jednak udało mi się uwiecznić dowody na to, że wiosna nastała, tylko mało konkretna jest w tym swoim panowaniu. Miejmy nadzieję, że niedługo otrząśnie się kapryśna panienka i zacznie panować, jak należy. Nie przedłużając, zapraszam do fotogalerii i zapoznania się z krótkimi portretami roślin, które napotkałam podczas swojego spaceru.


W trawniku pod osłoną wysokich drzew żółcił się ziarnopłon wiosenny. To niewielka roślina z rodziny jaskrowatych. Jest gatunkiem rodzimym, pospolicie występującym na terenie całego kraju. Lubi żyzne i podmokłe gleby. Łatwo się rozrasta i tworzy piękne kobierce. Jest w pełni mrozoodporna. Ziarnopłon zamyka swoje kwiaty przed deszczem oraz nocą, staje się wtedy mało widoczny. Jest rośliną trującą, ale posiada również właściwości lecznicze.

Ciekawostka: w medycynie ludowej ziele ziarnopłonu dodawano do wiosennych sałatek wzmacniających i oczyszczających.



W zacisznych miejscach ogrodu napotykałam sasankę zwyczajną, która w Polsce objęta jest ścisłą ochroną gatunkową. Na stanowiskach naturalnych prawie już nie występuje. Co za strata! W ogrodach uprawia się najczęściej jej mieszańce. Zachwyca swoimi owłosionymi łodyżkami, dużymi kwiatami w kolorze fioletowym, purpurowym lub białym. Po przekwitnięciu jej pierzaste kwiatostany również są wyjątkowo ozdobne. Nie jest niestety byliną długowieczną. Nie odmładzana ginie mniej więcej po pięciu latach. Lubi stanowiska słoneczne i osłonięte od wiatru. Preferuje podłoże przepuszczalne lub dobrze zdrenowane, o odczynie obojętnym lub zasadowym. Nie lubi przesadzania. Podobnie jak ziarnopłon jest rośliną trującą i leczniczą. Moim zdaniem najpiękniej prezentuje się w ogrodach skalnych.


Żółty to chyba ulubiony kolor kwietnia. Poznajcie tulipany botaniczne (na fotografii prawdopodobnie odmiana Urumiensis). To naturalna odmiana tulipanów, która powstała sama. Nie została stworzona czy zmodyfikowana przez człowieka. Nie jest szczepiona, czy uszlachetniana. Tulipan botaniczny to także podstawa do tworzenia nowycgatunków tulipanów. Kwitną wcześniej niż ich więksi i szlachetni kuzyni. Tulipany botaniczne może i są niepozorne, ale w przeciwieństwie do wspomnianych już wyżej tulipanów, nie wymagają corocznego wykopywania i przechowywania cebul. Należy wykopać je co 3 lata. Są odporne na choroby i niekorzystne warunki atmosferyczne. Trudno odmówić im uroku. Coraz częściej pojawiają się w przydomowych ogrodach, co mnie bardzo cieszy, bo bardzo je lubię.

Ciekawostka: cebulki tulipanów sprowadzono do Europy z ogrodów perskich i tureckich. W XVI wieku dla Holendrów były tak cenne, że ich wartość dorównywała wartości złota. Obecnie Holandia jest największym eksporterem tulipanów na świecie. 


Hiacyntów chyba nie muszę przedstawiać nikomu. Na dobre zagościły w naszych domach i ogrodach. Ponieważ ich cebule łatwo się pędzi, stały się popularną ozdobą stołów wielkanocnych i domowych parapetów okiennych. Występują w kolorze niebieskim, fioletowym, różowym, kremowym i białym. Przy tym obłędnie pachną. Niestety mogą wywoływać alergie. Szczególnie niebezpieczne są dla zwierząt domowych.

Ciekawostka: według mitologii Greckiej Hiacynt był przepięknym młodzieńcem, ukochanym Apollina, który padł ofiarą zazdrości zakochanego w nim Zefira. W miejscu, w którym skonał, wyrósł piękny kwiat, który nazwano imieniem zmarłego. W chrześcijaństwie Hiacynt symbolizuje mądrość i doświadczenie życiowe oraz roztropność i czyste sumienie. 

Pierwiosnek wyniosły
Kwiecień pierwiosnkami stoi! Co chwilę dostrzegałam ich niewysokie kępki, różniące się nie tylko barwą, ale i kształtem kwiatów oraz liści. Pierwiosnki, jak sama nazwa wskazuje, są jednymi z pierwszych zakwitających roślin. W Polsce występuje kilka ich gatunków m.in. pierwiosnek lekarski, bezłodygowy i łyszczak.

Pierwiosnek ząbkowany
Pierwiosnki nazywane również prymulami, wymagają gleby żyznej i bogatej w próchnice, lekko wilgotnej. Idealnym stanowiskiem dla nich będzie lekki półcień. Posadzone w pełnym słońcu na ziemi piaszczystej - nie przetrwają. W czasie bezśnieżnych zim mogą przemarzać, dlatego warto okrywać je stroiszem z gałęzi i liści lub korą. Inne popularne gatunki pierwiosnka kwitnące wiosną to: bezłodygowy, gruziński (najniższy ze wszystkich), omszony, omączony. Z kwitnących latem: japoński, przyprószony, Viala (o nietypowych kwiatostanach) oraz kwiecisty.

Pierwiosnek lekarski
Nasze babcie nazywały pierwiosnki kluczykami. Wierzyły, że jak zakochany chłopak podaruje dziewczynie pierwiosnki, to otworzy drzwi do jej serca. Urocze prawda?

Ciekawostka: kwiaty pierwiosnków lekarskich były dawnej wykorzystywane w cukiernictwie. Kandyzowano je, dodawano do galaretek, a nawet używano do wyrobu wina.

Pierwiosnek wyniosły

Uwaga! Teraz będzie dużo różu...



Czy znacie już wrzośca (nie mylić z wrzosem)? To niewielka krzewinka, ok. 30 cm wysoka, kwitnąca wczesną wiosną i obsypana drobnymi kwiatami najczęściej w kolorze różowym. Występują również odmiany o kwiatach w kolorze białym, czerwonym, purpurowym, a nawet fioletowym. W uprawie ogrodowej najbardziej rozpowszechniony jest wrzosiec krwisty (czerwony). Podobnie, jak kwitnące jesienią wrzosy wymaga podłoża przepuszczalnego o odczynie kwaśnym. Lubi stanowiska słoneczne oraz ściółkowanie, które chroni korzenie rośliny przed wysuszeniem latem i przemarzaniem zimą. Po przekwitnięciu wymaga przycięcia pędów. Wtedy ładnie się rozrasta i obficie kwitnie w kolejnym sezonie. Jest rośliną miododajną. 

Ciekawostka: drewna wrzośca drzewiastego, które jest niezwykle twarde i odporne na wysokie temperatury, używa się do wyrobu fajek i rękojeści noży.


Kolejną różową rośliną spotkaną podczas mojego spaceru była bergenia sercowata, która jest byliną długowieczną. Na jednym miejscu może rosnąć nawet 10 lat. Osiąga wysokość ok. 50 cm i jest mało wymagająca. Przy jej sadzeniu obowiązuje właściwie tylko jedna zasada. Im więcej słońca, tym więcej wilgoci, co nie znaczy, że można sadzić ją w strefie roślin bagiennych. Swoją nazwę zawdzięcza kształtowi liści.  

Ciekawostka: z przefermentowanych i wysuszonych liści bergenii można przyrządzić pyszną (podobno, bo nie próbowałam!) herbatę o owocowym smaku i wielu właściwościach leczniczych (gojenie wrzodów żołądka i dwunastnicy, działanie uspakajające i przeciwzapalne). Napój ten najbardziej znany jest w Rosji, gdzie nazywany jest mongolską lub syberyjską herbatką (czajem).


A teraz prawdziwa piękność w rozmiarze XL. Przedstawiam kwiaty wiśni piłkowanej odmiany "Kanzan". Wiśnia piłkowana jest drzewem. Formy nieszczepione osiągającym wysokość 8-10 m i 5-8 m średnicy. Te szczepione na pniu są mniejsze. Największą ozdobą drzewa są zebrane w kiście jasnoróżowe kwiaty na długich szypułkach. Odmiana "Kazan" charakteryzuje się parasolowatą koroną i nie zawiązuje owoców, które i tak dla ludzi byłyby trujące. Wymaga stanowisk słonecznych i osłoniętych od wiatrów. Jest odporna na suszę, ale wrażliwa na zasolenie. Ponieważ roślina łatwo ulega zainfekowaniu wirusami, bakteriami i grzybami, niewskazane jest przycinanie jej gałęzi. Należy usuwać tylko pojawiające się na pniu odrosty. Miejsca po cięciu zaleca się posmarować maścią ogrodniczą lub preparatem grzybobójczym. 

Ciekawostka: w Japonii wiśnia piłkowana od VIII wieku jest symbolem narodowym, co roku hucznie obchodzone jest tam święto kwitnącej wiśni – Hanami – podczas którego Japończycy całymi rodzinami biesiadują i bawią się w parkach, podziwiając kwitnące drzewa. Nie miałabym nic przeciwko, by pobiesiadować i podziwiać kwitnące wiśnię razem z nimi. 



Fiołek wonny to niewielka roślinka (5-10 cm) łatwa w uprawie i niesprawiająca większych trudności nawet osobom początkującym w ogrodnictwie. Najbardziej adekwatnym stanowiskiem uprawy jest dla niej półcień, z lekko wilgotnym podłożem i o glebie próchniczej. Fiołki łatwo i szybko rozrastają się poprzez rozłogi, tworząc gęste skupiska. Największym atutem tej kruszynki jest upajający zapach jej kwiatów, które występują w barwie białej lub fioletowej. Zarówno liście, jak i kwiaty fiołka wonnego są jadalne i dość często wykorzystywane do przetworów domowych oraz w cukiernictwie. 

Ciekawostka: olejek z fiołka wonnego należy do jednych z najdroższych olejków eterycznych. Fiołek wonny posiada również właściwości lecznicze (wykrztuśne, uspokajające i przeciwgrzybiczne).



Na koniec pozostawiłam świdośliwę lamarcką. Świdośliwa jest wysokim krzewem lub niewielkim drzewem pochodzącym z Kanady. W naszym klimacie jej wielkość nie przekracza 5 m. Jest mało wymagająca i charakteryzuje się dużą mrozoodpornością. Wiosną jest ozdobna w białe drobne kwiaty, a jesienią w przebarwiające się na żółto i czerwono liście. Co najważniejsze jej owoce, nieco przypominające borówkę amerykańską, są ponoć bardzo smaczne i słodkie. Nadają się do spożycia na surowo oraz na przetwory domowe i do suszenia. Poważnie zastanawiam się nad jej posadzeniem we własnym ogrodzie. Szczególnie podobają mi się jej liście, które wiosną są brązowe i biało owłosione, a latem stają się szarozielone. Liczne białe kwiaty są niewielkie, ale jakże urokliwe. 


krzewy świdośliwy lamarckiej
Nasz spacer dobiegł końca. Wiosnę znalazłam. Nie w panujących obecnie warunkach meteorologicznych, a w kwitnących mimo chłodu roślinach. Niestety nie wszystkie rośliny poradziły sobie z nocnymi, kwietniowymi przymrozkami. Kwiaty i pąki niektórych magnolii dość mocno ucierpiały. Zaoszczędzę wam jednak tego widoku. Z powodu panującego chłodu wegetacja roślin znacznie spowolniła. Ma to pewną zaletę. Możemy dłużej cieszyć się ich kwitnieniem. 


Pąki magnolii gwieździstej. W ubiegłym roku, o analogicznej porze, magnolia ta była w pełnym rozkwicie.
Oczywiście roślin, które właśnie teraz kwitną, spotkałam dużo więcej. Nie sposób jednak opisać ich tu wszystkich, przy okazji nie zanudzając was. Pozostawiam wam na "do widzenia" ich kilka zdjęć. Są wśród nich fotografie tulipanów, którym poświęcę osobny wpis. 



Do zobaczenia wkrótce. 💙

PS. Więcej o Ogrodzie Botanicznym w Łodzi znajdziesz w moich wcześniejszych wpisach pt. "Ogród w stylu wiejskim - dobór roślin ozdobnych" oraz "W krainie tulipanów i liliowców".

środa, 12 kwietnia 2017

Rozmnażanie sępolii

- to prostsze niż myślisz


Sępolie (Saintpaulie) potocznie nazywane fiołkami afrykańskimi, towarzyszą mi przez całe życie. Odkąd pamiętam, zawsze jakiś fiołek zdobił parapet w miejscu, w których mieszkałam. To bardzo urocza, niewielka roślina domowa, charakteryzująca się długim okresem kwitnienia. Dostępna w wielu kolorach. Dziś pokaże wam mój sposób na jej rozmnażanie. Krok po kroku. Tak by zachęcić osoby, które dotąd nigdy tego nie robiły do zrobienia własnych sadzonek. To na prawdę nic trudnego.


Zazwyczaj zaleca się rozmnażanie sępolii poprzez pobranie sadzonek liściowych, które należy umieścić bezpośrednio w ziemi. Ja robię to trochę inaczej, o czym za chwilkę się przekonacie. Zanim jednak przejdziemy do instrukcji - słów kilka o tym, po co w ogóle samodzielnie rozmnażać fiołki. Sępolie nie są długowieczne i po okresie mniej więcej trzech lat tracą swoje walory estetyczne. Młode egzemplarze mają ładniejszy rozetowy pokrój i lepiej kwitną. Gdy zauważycie, że wasz ulubiony fiołek niejako "wychodzi" już z doniczki i słabo kwitnie to znak, że czas pomyśleć o jego rozmnożeniu. Nie musicie kupować w sklepie/kwiaciarni nowego egzemplarza. Możecie sami, we własnym domu, wyhodować nowe rośliny i to w ilości, jaka wam się zamarzy. 


Zaczynamy od pobrania od rośliny matecznej sadzonek liściowych. Ucinamy lub uszczykujemy listki, jak najbliżej ziemi, tak aby ogonek liściowy był jak najdłuższy. Wybieramy listki zdrowe i nieuszkodzone. Zaleca się, by sadzonki pobrać w okresie, kiedy roślina nie kwitnienie i jest tym samym najsilniejsza. Z własnego doświadczenia wiem, że rozmnażanie udaje się również wtedy, gdy pobierzemy sadzonki od kwitnącego okazu. 

Sadzonki pobrane? Świetnie przechodzimy do kolejnego punktu. Nie będą wam potrzebne ziemia i doniczki. Nie? Otóż nie. Przygotujecie za to niewielkie szklane naczynie (słoik, kieliszek, literatkę), folię aluminiową, gumkę recepturkę lub sznurek, wykałaczkę oraz wodę. Nalejcie wody do szklanego naczynia, przykryjcie je podwójnie złożonym kawałkiem foli aluminiowej, i zabezpieczcie folię gumką recepturką lub obwiążcie sznureczkiem. O tak, jak na poniższej fotografii.


Po co w ogóle folia aluminiowa? Aby ograniczyć do minimum parowanie wody i konieczność ciągłego jej uzupełniania oraz po to, by liść mógł się na niej oprzeć i nie mieć bezpośredniej styczności z wodą. A dlaczego podwójnie składam folię aluminiową? By była mocniejsza i mniej podatna na uszkodzenia. 


Na koniec pozostaje nam już tylko zrobić dziurki przy użyciu wykałaczki, w liczbie odpowiadającej ilości pobranych sadzonek. Dziurki lekko poszerzamy wykałaczką, by łatwiej było nam przełożyć przez nie ogonki liściowe. I gotowe. Odstawiamy nasze naczynie z sadzonkami w widne, ale niebezpośrednio nasłonecznione miejsce. I czekamy około czterech tygodni, aż na końcówkach ogonków pojawią się korzenie. 


MIESIĄC PÓŹNIEJ

Jeśli zauważyliście białe przezroczyste korzonki na końcach ogonków, długości mniej więcej 1 centymetra to znak, że czas posadzić nasze sadzonki do ziemi. Im dłuższe korzenie, tym lepiej. 


Teraz już będą wam potrzebne niewielkie doniczki (po jednej na sadzonkę) oraz ziemia (uniwersalna). 


Ostrożnie sadzimy nasze sadzonki do doniczek, tak by nie uszkodzić ich delikatnych korzonków. Ważne jest, by nie posadzić ich ani za płytko, ani za głęboko. Ja robię to tak, by ogonek liściowy przykryty był ziemią do połowy swojej wysokości i swoim końcem sięgał do połowy wysokości doniczki. 


Tak posadzone sadzonki podlewamy (możemy wykorzystać do tego celu wodę, w której były ukorzeniane) i ponownie odstawiamy w widne, ale niebezpośrednio nasłonecznione miejsce np. na parapet okna od strony północnej. Pilnujemy, by sadzonki miały stale lekko wilgotne podłoże i czekamy. Czekanie jest najtrudniejsze. Obiecuje wam jednak, że po 4-8 tygodniach u podstawy starego liścia zaczną się pojawiać młode listki. Kiedy będzie ich od 5 do 7 sztuk, możemy usunąć stary liść, by nie zaburzał proporcji rośliny. Nam pozostaje już tylko cieszyć się z własnoręcznie wyhodowanych roślin i czekać na kwitnienie, które w sprzyjających warunkach nastąpi po sześciu kolejnych miesiącach. 


Jeśli macie dodatkowe pytania, to koniecznie do mnie napiszcie:
buszujacwogrodzie@gmail.com

A o samych wymaganiach glebowych sępolii przeczytacie w moim wcześniejszym poście poświęconym roślinom kwitnącym zimą, o tutaj (klik). Akapit poświęcony fiołkom znajdziecie na samym końcu wpisu.

PS. Miło mi było was gościć. Zajrzyjcie jeszcze kiedyś?

sobota, 8 kwietnia 2017

Wiosenny wianek

Proste i szybkie DIY


Bardzo lubię wszelkiego rodzaju wianki, którymi można udekorować drzwi wejściowe, stół, okno lub lustro ścienne. W zależności od użytych materiałów wianki mogą być dekoracją sezonową np. świąteczną lub zdobić nasze mieszkanie/dom przez cały rok. Dziś zaproponuję wam wykonanie wianka w wersji wiosennej. Swój zrobiłam ubiegłorocznej wiosny i zawiesiłam na drzwiach szklanej witryny. Wisi tam przez kilka miesięcy, po czym wymieniam go na inną dekorację sezonową. 


Do wykonania ozdoby użyłam:
  • wiklinowego wianka w kolorze białym
  • sztucznych kwiatów i innych ozdób
  • szyfonowej wstążki
  • kleju na gorąco.


Wszystkie potrzebne do ozdobienia wianka kwiaty i dekoracje zakupiłam w stacjonarnej hurtowni artykułów dekoracyjnych. Dlaczego nie w sklepie internetowym? Zależało mi na tym, by wszystko było dobrze dobrane kolorystycznie. A z zakupami online, bywa różnie. Zdarza się, że zakupione w sieci rzeczy różnią się kolorystycznie od tych, które widzimy na monitorze komputera.

Do ozdobienia mojego wianka użyłam kwiatów eustomy, anemonów, jaskrów oraz jabłoni. Miało być w końcu wiosennie, prawda?


Główki kwiatowe oraz liście oddzieliłam od drucianych łodyg i pojedynczo przyklejałam do wiklinowego wianka przy użyciu kleju na gorąco. Dodałam kilka piórek, dwa motylki z drewna, przewiązałam wstążkę.


I wianek gotowy!


Do wianka wystarczy dołożyć np. wydmuszki przepiórcze, by stał się ozdobą wielkanocną. Co sądzicie?

Jeśli macie jeszcze chwilkę i lubicie dekoracje wykonane własnoręcznie, koniecznie zajrzyjcie do zakładki "DIY DOM" na moim blogu. Będzie mi również niezmiernie miło, jeśli dołączcie do mnie na Facebooku. 

środa, 29 marca 2017

Kosaciec żyłkowany (Iris reticulata)

W cyklu "Roślina miesiąca" przedstawiam wam uroczego kosaćca żyłkowanego odmiany 'Katherine Hodgkin'. Jest jedną z najpiękniejszych roślin kwitnących w marcu.


Nasz marcowy bohater jest rośliną cebulową pochodzącą z Kaukazu. Dorasta do niewielkich rozmiarów (max. do 15 cm). Z jednej cebulki wyrastają tylko dwa długie, smukłe liście, które rozpoczynają wzrost w czasie kwitnienia i rośną dalej po przekwitnięciu kwiatostanu. Kosaciec żyłkowany zasycha na przełomie czerwca - lipca. Znika wtedy zupełnie z powierzchni ziemi. Jest to naturalne zjawisko, które oznacza przejście rośliny w stan spoczynku. Długość kwitnienia uzależniona jest od pogody. W sprzyjających warunkach tj. przy chłodnej i suchej pogodzie może kwitnąć nawet 6 tygodni.


Najładniej prezentuje się posadzony w grupach. Będzie ozdobą każdego ogrodu skalnego, czy rabat bylinowych. Można go również sadzić do płytkich donic i mis. Lubi stanowiska ciepłe, słoneczne lub półcieniste wiosną i lekko zacienione latem. Dlatego też warto sadzić je w pobliżu krzewów. Kosaćce żyłkowane wymagają przepuszczalnej, żyznej gleby, o odczynie obojętnym. Na ziemiach ciężkich wymagają drenażu podłoża. U mnie rośną w sąsiedztwie krzewuszki, gdzie wczesną wiosną mają pełne słońce, a latem są ocieniane przez krzew. Rosną w ziemi piaszczystej, ale wyściółkowanej korą. Ściółka chroni je przed mrozem zimą i przed nadmiernym wysychaniem podłoża w okresie wiosennym, kiedy to wymagają sporej ilości wilgoci.


Kosaćce żyłkowane sadzimy do gruntu jesienią, na głębokość 7-8 cm. Rozmnażamy podobnie, jaki inne rośliny cebulowe, przez oddzielnie cebulek przybyszowych. Robimy to czerwcu. Wykopujemy ich cebule z ziemi, oczyszczamy i przechowujemy w suchym miejscu aż do września, kiedy to ponownie sadzimy je do ziemi. Najlepiej przechować je w skrzyneczkach lekko przysypane odkwaszonym torfem. Kosaćce żyłkowane nawozimy jesienią poprzez wymieszanie ziemi z kompostem oraz wiosną już po zakończeniu kwitnienia, nawozem do pomidorów lub siarczanem potasu.

Inne odmiany kosaćca żyłkowanego:


Jeśli interesują cię inne rośliny kwitnące wczesną wiosną na moim blogu znajdziesz informacje o ciemierniku białym oraz ranniku zimowym - pierwszych roślinach zwiastujących nadejście wiosny. Zapraszam.

niedziela, 26 marca 2017

Magia ogrodu zamkniętego w szkle

Buszując jakiś czas temu po sieci, natknęłam się na hasła "las w słoiku" i "ogród w butelce". Zaciekawiło mnie to tak bardzo, że postanowiłam zgłębić temat. Przeczytałam więc parę artykułów poświęconych tej tematyce oraz kilka wywiadów z osobami, które zajmują się tym zawodowo lub hobbistycznie. Powiem wam, że sama chętnie stworzyłabym sobie takie małe cudo zamknięte w szkle na własny użytek, a właściwie by móc je podziwiać każdego dnia. No dobrze, ale co to są właściwie te lasy i ogrody w słoikach? To nic innego, jak niewielkie rośliny rosnące w szklanych naczyniach. Taki zminiaturyzowany ogródek w szklanej bańce.

foto: Christopher Michel
Uprawa roślin w szklanych naczyniach, nie jest być może niczym niezwykłym ani odkrywczym. Bowiem słoik, butla czy wazon jest tak samo dobrym naczyniem do ich uprawy, jak doniczka. No dobrze, ale co się stanie, jeśli nasze szklane naczynie z posadzonymi roślinami, szczelnie zamkniemy? Nasz las/ogród przeżyje czy umrze? Odpowiedzi dostarczyła historia pewnego emeryta hobbysty.

W styczniu 2013 roku w DAILY MAIL ukazał się wywiad z osiemdziesięcioletnim emerytowanym inżynierem elektrykiem Davidem Latimerem. Świat ujrzał fotografie przedstawiającą pana Davida z wielkim szklanym balonem w obcięciach, po korek wypełnionym bujną zieloną rośliną.


Co w tym niezwykłego? Wszytko! Zacznijmy jednak od początku. Pan Latimer nudząc się w Niedzielę Wielkanocną, w 1960 roku (to nie pomyłka) postanowił założyć ogród w butelce. Wykorzystał do tego celu balon po kwasie siarkowym. Jak wspominał - to był okres, kiedy przemysł chemiczny rezygnował z opakowań szklanych na rzecz opakowań z tworzyw sztucznych i za przysłowiowe grosze można było nabyć szklane naczynia, nawet takie 45-litrowe. Do oczyszczonego balonu wsypał kompostu i przy użyciu drutu posadził sadzonki trzykrotki. Szklane naczynie postawił jakieś 2 m od okna, by zapewnić roślinie dostęp do światła i dość często obracał, by roślina rosła równomiernie z każdej strony. I oczywiście od czasu do czasu podlewał. W 1972 roku ostatni raz podlał swój ogród w szklanej butli i wtedy też zdecydował się zamknąć go na dobre. Kto szybko policzy, ile lat minęło od 1972 do 2013 roku, kiedy to ukazał się wywiad? 41! Czterdzieści jeden lat bez podlewania i bez dostępu powietrza? Czy to możliwe?

Okazuje się, że tak. W zapieczętowanej przestrzeni wytworzył się całkowicie samowystarczalny ekosystem. Docierające z zewnątrz światło dostarczało roślinie energii niezbędnej do rozwoju i produkcji substancji odżywczych. Zjawisko to nosi nazwę fotosyntezy. Roślina wykorzystywała oddychanie komórkowe m.in. do rozkładu obumarłych szczątków. Bakterie występujące w glebie pochłaniały tlen wyprodukowany przez roślinę i wytwarzały dwutlenek węgla, który roślina ponownie wykorzystywała w procesie fotosyntezy. Woda w naczyniu również krążyła w obiegu zamkniętym. Wilgoć wchłaniana z podłoża przez korzenie zostawała uwalniana przez parowanie, a po skropleniu powracała do gleby. Fascynujące prawda? Ten samowystarczalny proces był jednym z powodów, dla których NASA prowadziła badania nad wprowadzaniem roślin do kosmosu. 

foto: Anne-Lise Heinrichs
Najlepsze jest to, że taki ogród/las w szklanym naczyniu możemy zrobić sobie sami lub po prostu go kupić. 

Do stworzenia własnego ogrodu w szkle potrzebne będą:
  • duże naczynie szklane (słoik, butelka, bańka itp.); im większe będzie naczynie lub jego otwór, tym łatwiej będzie nam posadzić rośliny
  • ziemia uniwersalna
  • aktywowany węgiel drzewny (do kupienia w aptece lub sklepach zoologicznych) 
  • czysty piasek np. taki do akwariów
  • dwie-trzy nieduże roślinki o podobnych wymaganiach 
  • czysta woda 
  • narzędzie do sadzenia np. łyżka

Kiedy mamy już to wszystko przystępujemy do tworzenia własnej "biosfery".

Na dno czystego i suchego naczynia wsypujemy piasek, na który sypiemy warstwę rozdrobnionego aktywowanego węgla drzewnego, a następnie ziemię. Wysokość, na jaką należy usypać podłoże, zależy od wielkości systemu korzeniowego roślin oraz od wysokości samego naczynia. Usypane w naczyniu podłoże lekko ugniatamy. Następnie sadzimy nasze roślinki. Ważne jest, by posadzić je tak, by nie dotykały szklanych ścianek naczynia. Jeśli nasze naczynie jest wysokie i ma wąski otwór, potrzebne będą nam narzędzia z długimi trzonkami. Może to być łyżka z przedłożonym za pomocą patyka trzonkiem lub jakaś drewniana szpatułka. Na koniec podlewamy nasz mini ogródek, najlepiej przy pomocy słomki i zamykamy naczynie. Uwaga! Na początku naszej przygody z ogrodem zamkniętym w szkle należy uważnie go obserwować. W przypadku zaparowania naczynia trzeba na godzinę lub dwie uchylić zamknięcie, by wilgoć odparowała i nie zaszkodziła naszym roślinom. W przypadku otwartych pojemników roślinki podlewamy spryskiwaczem średnio dwa razy w tygodniu. Niezależnie od tego, czy nasz pojemnik będzie zamknięty, czy otwarty, najlepszym rozwiązaniem będzie obserwowanie ziemi i nawilżanie jej wtedy, kiedy będzie już lekko przesuszona. Pamiętajmy by nasz mini ogródek/las odstawić w miejsce umiarkowanie nasłonecznione i z dala od kaloryferów. Wszystko to razem pozwoli nam cieszyć się jego widokiem długie miesiąca, a nawet lata. 

Rośliny, które możemy posadzić w szklanych pojemnikach:
  • lubiące warunki wilgotnepaprocie, bluszcze, pnące fikusy, widliczki, orchidee, bromelie, fitonie, niedośpiany.
  • lubiące warunki suchegrubosze, draceny, kaktusy, eonium, eszewerie.

Jak sami widzicie, nie jest to zbyt skomplikowane. Ikea w ubiegłym roku organizowała nawet warsztaty dla dzieci pt. "Las w butelce". Jeśli jednak uważacie, że samodzielne stworzenie mini ogródka, jest poza waszymi możliwościami, to zawsze istnieje opcja zakupienia "gotowca" u specjalisty np. w GreenBells lub Forest Forever. Cena uzależniona jest przed wszystkim od wielkości i kształtu użytego naczynia, i waha się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych.

źródło: Pracownia artystyczna "GreenBells"

źródło: Forest Forever
Uprawa roślin w zamkniętych naczyniach jest doskonałym wyborem dla osób, które nie mają czasu na codzienne doglądanie roślin doniczkowych. Minimalny wysiłek, a jaki efekt! To, w którym miejscu w waszym domu, postawilibyście swój las w butelce? W salonie, czy sypialni? Na komodzie, czy na innym meblu? A może jesteście już szczęśliwymi posiadaczami lasu/ogrodu w butelce? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami w ich pielęgnacji, w komentarzach pod postem. Pozdrawiam.