sobota, 3 października 2020

Ogród w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich

Mazury to jeden z piękniejszych regionów naszego kraju. Ta wyjątkowo zielona kraina o lekko pagórkowatym ukształtowaniu, poprzetykana lustrami jezior, na których bielą się płótna żagli, kojarzy mi się również z rozległymi pastwiska obwiedzionymi wieloma metrami elektrycznych pastuchów. Tak przynajmniej ją zapamiętałam, kiedy to dwa lata temu, z grupą znajomych wybraliśmy się w tamte okolice w celach fotograficznych. Do tych sielskich widoków dołączył ostatnio nowy obraz, jakże mi bliski, bo ogrodowy. To obraz ogrodu dzisiejszej bohaterki wpisu - pani Krystyny. Zapraszam do zapoznania się z historią powstania "Ogrodu w krainie jezior", położonego w niewielkiej miejscowości, w pobliżu dwóch jezior i lasów, zaledwie 10 km od Mrągowa. 


Mazurski raj brzozami szumiący

W ogrodzie Pani Krystyny szumią nie tylko brzozy. Licznie tu posadzone trawy ozdobne przyjemnie szeleszczą przy najsłabszych podmuchach wiatrów. Ponieważ ogród znajduje się na Mazurach, gdzie zimy bywają srogie i długie (zimą temp. spada czasami do -23°C), sezon ogrodowy jest dosyć krótki. Zdarza się, że jeszcze pod koniec marca zalega śnieg. Mimo niełatwych warunków klimatycznych oraz ubogiej piaszczystej ziemi klasy 5 i 6 właścicielom ogrodu udało się na działce o powierzchni 4500 m² stworzyć bujny i kolorowy ogród. Jak tego dokonali, dowiecie się z dalszej części wpisu. Dla ułatwienia Wam z wizualizowania sobie ogrodu, dodam, że "Ogród w krainie jezior" podzielony został na dwie części. Część z domem i garażem, gdzie znajduje się większość rabat ozdobnych, została oddzielona rabatą z brzozami od reszty działki, na której z kolei - poza dużym trawnikiem - znajdują się: altana z miejscem do wypoczynku, sad, warzywnik oraz żywopłoty z sosen i świerków.


Początki były trudne

"Od zawsze lubiłam kwiaty, rośliny" - tym zdaniem swoją opowieść rozpoczyna Pani Krystyna. "Oglądałam piękne ogrody, ale nie myślałam w tamtym czasie, że sama stanę się właścicielką tak dużego i wymagającego ogrodu. Owszem, sadziłam rośliny ozdobne i drzewa iglaste, ale w przypadkowych miejscach, bez ładu i składu, wiadomo więc, jak to się skończyło. Dziś nie ma po nich śladu, zostały oddane albo przesadzone w inne miejsce. Czasu wtedy na zgłębianie wiedzy o ogrodnictwie miałam niewiele; praca, małe dzieci, nieprzespane noce. A gdy dzieci podrosły rozpoczęłam studia zaoczne, co z kolei skutecznie na pięć lat wyeliminowało mnie z innych aktywności. Była tylko praca, dom i nauka po nocach. Aż pewnego dnia, a było to sześć lat temu, trafiłam na zdjęcie w Internecie, które przekierowało mnie na stronę jednego z forów ogrodniczych i popłynęłam. Czytałam godzinami. Dekalog ogrodnika pamiętam do dziś. Robiłam notatki, szkice i tak zaczęła się moja prawdziwa przygoda z ogrodem, która trwa do dziś."


"Ogród w krainie jezior" jest młodym założeniem. Pierwsza z rabata została wytyczona i obsadzona w 2015 roku. Jej powstanie Pani Krystyna opisuje tak: "Moja pierwsza rabata powstała przy altance, nadałam jej kształt litery L. Jej łączna długość wynosi ok. 30 metrów i 1,60 m szerokości. Obok rabaty stworzyłam miejsce z huśtawką i ogniskiem. Jest to moje ulubione miejsce, gdzie często odpoczywam. Oczywiście przy jej zakładaniu popełniłam mnóstwo błędów, bo chociaż zerwałam darń, to już ziemi niczym nie wzbogaciłam i teraz co roku muszę dosypywać kompostu, żeby cokolwiek chciało tam rosnąć. Przygotowałam projekt, ale moja wiedza w tamtym czasie była jeszcze niewielka, więc roślinom (głównie iglastym) zostawiłam za mało miejsca. Wtedy byłam z niej bardzo dumna. Obecnie na rabacie rosną, oprócz roślin iglastych, berberysy, jeżówki i rozchodniki. Dzięki temu rabata przestała być taka "smutna" i monotonna. Wystarczyło dosadzić kolorowych roślin, by miejsce zyskało na atrakcyjności. W bezpośrednim sąsiedztwie miejsca wypoczynkowego wspólnie z mężem założyliśmy sad i warzywnik".



"W 2016 roku powstała rabata środkowa o owalnym kształcie, którą już trzykrotnie powiększałam, bo jak to często bywa u początkujących ogrodników, nie miałam świadomości, że tak szybko wszystko się rozrośnie. Nawciskałam więc tam roślin ile się dało, a potem poszerzałam, żeby zrobić im miejsce, zwłaszcza że podłoże tam przygotowałam z dużą ilością kompostu, więc rośliny się odwdzięczały i bujnie rosną. Posadziłam tu jako wyższe piętro: brzozę brodawkowatą, berberysy, modrzew, który przycinam i nie pozwalam mu rosnąć za wysoko. Poza tym trawy, klon palmowy, jeżówki, a dwa lata temu dosadziłam katalpę (Surmia). Jako wypełniacz dałam żurawkę Marmalade (Heuchera), która u mnie rośnie bardzo dobrze.


W tym samym czasie powstawała rabata od strony północno-zachodniej, która ze względu na niewielką odległość od domu ma szerokość zaledwie 1,35 m oraz długość 20 m. Nauczona własnym doświadczeniem, po usunięciu darni, wzbogaciłam ziemię dużą ilością kompostu. Rosną tam głównie iglaki tj. żywotniki zachodnie odmiany 'Smaragd', żywotniki zachodnie o kulistej formie odmiany 'Danica', oraz cyprysiki groszkowe 'Sungold'. Są też dwie brzozy a pod nimi hosty. Z brzegu od strony ulicy posadziłam hortensje i miskanty. Na początku rosły tam fiołki, które tak się rozsiewały, że musiałam się ich pozbyć, bo nie szło nad nimi zapanować. Zamiast nich teraz rosną żurawki oraz rozchodniki.".


Rok 2017 i kolejne wyzwanie ogrodowe

W 2017 roku w "Ogrodzie w krainie jezior" powstaje największa z rabat, ta o wymiarach 50 x 2,35 m. Pani Krystyna tak opisuje jej powstanie: "Do założenia tej rabaty przygotowałam się inaczej. Zobaczyłam w jednym z programów telewizyjnych, że zamiast zrywać darń, można jesienią wyłożyć na niej kartony, które do wiosny powinny się rozłożyć razem z darnią. Tak też zrobiłam, położyłam kartony na całej długości zaplanowanej rabaty. Następnie z mężem przysypaliśmy je dobrą ziemią, którą przywieźliśmy od rolników (kompostu już nie miałam) i tak zostawiliśmy na całą zimę. Wiosną mąż spulchnił całość kilkukrotnie glebogryzarką. I w tak przygotowane podłoże zaczęłam nasadzenia. Przez zimę przygotowałam sobie projekt, rozrysowałam, co i w jakich ilościach chcę posadzić i trzymałam się ściśle tego kupując rośliny. Nie były to już przypadkowe ilości czy gatunki. Większość zamówiłam przez Internet, bo u mnie słabo z zaopatrzeniem w sklepach ogrodniczych. Na nowej rabacie pojawiły się hortensje, trawy, jeżówki, rozchodniki, hakonechloa, żurawki i czosnki. Są też róże: okrywowa 'The Fairy' i rabatowa 'Bonica'. Z drzew mam jedną brzozę, trzy graby pospolite 'Fastigiata' oraz glediczję trójcierniową 'Sunburst'. Ponieważ rabata położona jest na granicy działki, jej najwyższe piętro stanowi żywopłot z tui 'Smaragd'. Ze względu na panujący tutaj surowy klimat, postawiłam na żelazne rośliny. Nie ma u mnie żadnych rarytasów, bo takie by sobie nie poradziły. Nie okrywam roślin na zimę, muszą sobie radzić same, jeśli nie przeżyją - trudno - zastępuję je innymi. W związku z tym, że podlewanie takiej ilości roślin stało się kłopotliwe pojawiła się w ogrodzie linia kroplująca.".
 

"W kolejnym roku (2018) wpadłam na pomysł, żeby oddzielić część ogrodu przy domu od altany i sadu. Tak powstała moja największa duma, czyli rabata z brzozami" - kontynuuje swoją opowieść Pani Krystyna. "Tutaj już nie rozkładałam kartonów, jesienią mąż spulchnił glebogryzarką darń i tak to pozostawiliśmy na zimę, żeby się rozłożyło i przy okazji wzbogaciło glebę. Na wiosnę powtórzyliśmy zabieg, ale już z dodatkiem przekompostowanych trocin iglastych. Do dziś nie wiem, czy to był dobry pomysł z tymi trocinami, ale wszystko rośnie znakomicie, więc chyba tak. Tutaj też przygotowałam projekt, którego się ściśle trzymałam. Nie kupowałam już przypadkowych roślin, z którymi później zazwyczaj nie wiedziałam co zrobić. Od strony sadu i altany jako tło posadziłam tak, jak i na innych rabatach tuje 'Smaragd'. Z brzegu rabaty hortensje bukietowe odmiany 'Limelight' przeplatałam miskantami, w środku posadziłam pięć brzóz pożytecznych 'Doorenbos' i pomiędzy nimi trawy oraz jeżówki purpurowe 'Southern Belle'. Dalej trzy kosodrzewiny, które niestety muszę przesadzić, ponieważ jako najniższe piętro posadziłam hakonechloe smukłą odmiany 'Albostriata' i tak jej się tam spodobało, że przerosła kosodrzewinę. To spowodowało, że średnie piętro rabaty stało się prawie niewidoczne. Postanowiłam zatem przesadzić w to miejsce miskanta chińskiego 'Gracillimus', którego z kolei między brzozami posadziłam za dużo. Przez zimę wymyślę, gdzie przenieść kosodrzewinę. Jako najniższe piętro przed hortensjami posadziłam trawę imperatę cylindryczną 'Red Baron', która pięknie się przebarwia jesienią na czerwono, dalej żurawki przeniesione z innej części ogrodu oraz wspomnianą wcześniej hokonechloe. Większej ilości gatunków roślin w ogrodzie nie planuję, by uniknąć chaosu i efektu przeładowania".


W ogrodzie Pani Krystyny najmłodszym założeniem jest rabata z 
magnolią, do której została dosadzona katalpa (Surmia) i która została wypełniona jeżówkami, rozchodnikami, różą, hortensją, trawami ozdobnymi, żurawkami, orlikami oraz szałwią. Rabata powstała zaledwie rok temu. Drzewa są jeszcze niewielkich rozmiarów, więc "pierwsze skrzypce grają" na niej przede wszystkim byliny i trawy. Większość tych rośliny Pani Krystyna pozyskała z innych części ogrodu, po rozdzieleniu nadmiernie rozrosłych się kęp. 

 

Plany na przyszłość

W najbliższym czasie Pani Krystyna chciałaby "zagospodarować trawnik za ogniskiem i stworzyć tam część leśną". Chce tak to zaaranżować, by nowe rabaty były prawie bezobsługowe, bo nie ukrywa, że pielęgnacja części ozdobnej zabiera bardzo dużo czasu. Część "leśna" będzie musiał radzić sobie sama. Warto w tym miejscu dodać, że pracę w tym bardzo dużym ogrodzie wykonują tylko dwie osoby - pani Krystyna wspólnie z małżonkiem. Maż pani Krystyny kosi trawniki, przycina drzewka i zajmuje się opryskami. Pani Krystyna projektuje, nasadza, nawozi i pieli. Widząc ogrom działki i ilość roślin, aż chce się powiedzieć "tytani pracy". Jestem pełna podziwu.

Na podsumowanie wpisu pozwólcie, że podrzucę kilka rad początkującym ogrodnikom. Jak widać również na przykładzie pani Krystyny, większość osób rozpoczynających swoją przygodę z ogrodem popełnia podobne błędy (ja również do tych osób należę). Najczęstszych z nich to: 
  • brak koncepcji (planu) przed przystąpieniem do nasadzeń,
  • sadzenie zbyt dużej ilości gatunków roślin; lepiej ograniczyć się do kilku lub kilkunastu gatunków, dzięki czemu nasz ogród będzie wyglądał spójnie i harmonijnie,
  • wytyczanie zbyt małych rabat w stosunku do posadzonych roślin, warto sprawdzać wielkość docelową sadzonych roślin, by uniknąć później ciągłego powiększania rabat, 
  • sadzenie roślin żywopłotowych za blisko ogrodzenia.     
Pani Krystyna przy zakładaniu kolejnych rabat, nauczona własnym doświadczeniem, starała się eliminować te błędy już na etapie planowania. Postawa godna naśladowania. Warto uczyć się nie tylko na własnych błędach, cudze - jak widać - też się świetnie do tego nadają 😉.


Na koniec chcę serdecznie podziękować Pani Krystynie za to, że znalazła czas, by na łamach mojego bloga opowiedzieć o swoim ogrodzie i historii jego powstania. Ponadto za udostępnienie zdjęć, bez których wpis może nie byłby mniej wartościowy, ale na pewno mniej kolorowy 😉. Trzymam kciuki za dalsze plany związane z ogrodem i jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała za kilka lat leśna część ogrodu. Jeśli Was też to interesuje, albo macie bezpośrednie pytania do Pani Krystyny, to polecam polubienie profilu "Ogrodu w krainie jezior" na Instagramie, gdzie na bieżąco są publikowane aktualne zdjęcia ogrodu. Zachęcam Was również do obejrzenia innych ogrodów na moim blogu, których historie znajdziecie w zakładce "Wasze ogrody".

Do szybkiego zobaczenia. 

PS Jeśli podobał się Wam dzisiejszy wpis, dajcie mi o tym znać w komentarzach pod postem. Konstruktywna krytyka również jest mile widziana 😉. 
 

piątek, 26 lipca 2019

Wyspa Daliowa we Wrocławiu

Piet Oudolf

Przed lipcowym wyjazdem do Wrocławia nie miałam pojęcia, że istnieje takie miejsce, jak Wyspa Daliowa. Trafiłam na ten skrawek lądu zupełnie przypadkiem, podążając z przyjaciółmi z Ostrowa Tumskiego, przez most Piaskowy, w kierunku wrocławskiego rynku. Rok temu będąc w stolicy Dolnego Śląska, minęłam wyspę dwukrotnie i nawet nie zaszczyciłam jej spojrzeniem. A wystarczyło skręcić tuż przed mostem w prawo, by "wpaść" na szumiące rabaty pełne jeżówek. Gapa ze mnie 😉. Na szczęście, tym razem, jakaś siła wyższa nade mną czuwała i nie pozwoliła mi już przejść koło wyspy obojętnie. W dalszej części artykułu przeczytacie o tym, co tam zobaczyłam, czego się dowiedziałam i dlaczego tak zachwyciło mnie to miejsce. Zapraszam.

WYSPA DALIOWA

Wyspa Daliowa jest naprawdę wyspą i można na nią dotrzeć tylko przez Wyspę Piasek. Jest najmniejszą z grupy wysp wschodnich na rzece Odrze we Wrocławiu. Przez lata zaniedbana i zapomniana nie przyciągała do siebie ani wrocławian, ani turystów. Na szczęście włodarze miasta sobie o niej przypomnieli i postanowili ten smutny stan rzeczy zmienić. Po trwającej ponad pół roku rewitalizacji obszarowej, w czerwcu 2017 roku oddano do dyspozycji mieszkańców i turystów zupełnie odmienione miejsce, moim zdaniem kolejną wizytówkę Wrocławia. Jeszcze w latach 20. XX wieku Wyspa Daliowa była zabudowana i zamieszkała. Po zniszczeniach wojennych została odbudowa i zagospodarowana, ale już jako teren zielony, gdzie mogli się spotykać mieszkańcy miasta. Od lat 80. i po powodzi w 1997 roku wyspa ulegała stopniowej degradacji. Poza zaniedbaną roślinnością i stosami gruzu i śmieci na wyspie nie było niczego innego.

jeżówki, trawy ozdobne, Piet Oudulf

JAK TO SIĘ ROBI WE WROCŁAWIU?

Nie widziałam Wyspy Daliowej przed rewitalizacją, dlatego też nie mogę, napisać Wam jak bardzo spektakularna była to zmiana. Dotarłam natomiast do zdjęć tego miejsca sprzed 2017 roku i tylko na tej podstawie stwierdzam, że Wyspa Daliowa przeszła naprawdę niesamowitą metamorfozę. Wcześniej były tam tylko zaniedbane drzewa, krzewy i wymagający pilnej interwencji trawnik. Co zmieniono? Tak naprawdę prawie wszystko. Zachowano tylko większość swobodnie rosnących na wyspie drzew owocowych i ozdobnych. Poddano je zabiegom pielęgnacyjnym. Wytyczono nowe ścieżki, które swoim przebiegiem i kształtem dopasowano do rosnących drzew oraz zachowano częściowo trawnik pod miejsce spotkań dla mieszkańców. Największa zmiana to oczywiście wprowadzenie dużych i lekko wyniesionych (50 cm) rabat bylinowych oraz duża, przykuwająca wzrok instalacja rzeźbiarska "Nawa". Patrząc na rabaty o naturalnym, dzikim, łąkowym charakterze, nie trudno odgadnąć czym i kim inspirowały się osoby, które je projektowały. Główną inspiracją przy doborze roślinności były oczywiście projekty znanego holenderskiego projektanta ogrodów Pieta Oudulf'a oraz słynny park High Line w Nowym Jorku, utworzony na nieużywanej linii kolejowej w zachodnim Manhattanie. 

Piet Oudolf

RABATY W STYLU PIETA OUDOLF'A

Piet Oudolf jest znanym holenderskim projektantem ogrodów. Słynie przede wszystkim z dużych założeń ogrodowych, które zaprojektował w wielu miejscach na świecie. To właśnie Oudolf przyczynił się do rozpowszechnienia, tak modnego w ostatniej dekadzie, trendu w projektowaniu rabat inspirowanych naturalnymi łąkami, gdzie obok miękko falujących traw, rosną kolorowe byliny i rośliny dziko występujące w danej okolicy. Oudolf, jak nikt inny wcześniej, potrafi z ogromnym wyczuciem łączyć rośliny ozdobne z roślinami do niedawna uważanymi za chwasty.

jeżówki, trawy ozdobne, Piet Oudolf

Nie jest tajemnicą, że jestem fanką holenderskiego projektanta, stąd też wynika cały ten mój zachwyt Wyspą Daliową, na której łącznie utworzono ponad 615 m kw. mieszanych rabat bylinowych i posadzono 7,5 tys. roślin. Tę ilość widać gołym okiem. W dwa lata po otwarciu wyspy dla zwiedzających rośliny są bujne i "wylewają się" ze swoich grządek, skutecznie przy tym ograniczając wzrost ewentualnych chwastów i znacząco redukując ilość potrzebnych zabiegów porządkowych i pielęgnacyjnych. Kolorystykę rabat dopasowano do istniejących na wyspie drzew. W szczególności do kwitnących na biało i różowo drzew owocowych. Oprócz bieli i różu wprowadzono akcenty żółte i fioletowe. Same rabaty o miękkiej linii brzegowej ładnie "opływają" ścieżki oraz plac, na którym stoi "Nawa" (rzeźba znanego polskiego artysty, architekta i projektanta - Oskara Zięty). Udało mi się nawet wyszperać dla Was w sieci wykaz posadzonych na wyspie roślin. Do nasadzeń użyto:
  • jeżówki purpurowej "Magnus Superior",
  • jeżówki purpurowej "White Swan",
  • łubinu trwałego "The Chatelaine",
  • perowskii "Blue Spire",
  • szałwii omszonej "Caradonna",
  • czosnku aflatuneńskiego "Purple Senstaion",
  • czosnku główkowatego,
  • trzcinnika krótkowłosego,
  • trzcinnika ostrokwiatowego "Karl Foerster",
  • ostnicy Jana,
  • oraz kopru włoskiego "Purpureum".

Piet Oudolf

jeżówki, trawy ozdobne

Wszystkie zasadzone na wyspie rośliny są ogólnie dostępne w szkółkach, nic nie stoi zatem na przeszkodzie, by taką rabatę stworzyć we własnym ogrodzie. Właściwie prawie nic. Bo jeśli tak jak ja, nie macie już wolnego miejsca w ogrodzie, to rzeczywiście może być trudno 😉. Z dokumentacji biura projektowego, odpowiedzialnego za projekt rewitalizacji wyspy, wyczytałam, że nie tylko kolorystyka roślin decydowała o ich wyborze, ale również atrakcyjność przez większą część roku, ze szczególnym uwzględnieniem zimy. Wyobrażacie sobie te wszystkie trawy i jeżówki przyprószone śniegiem lub skrzące się od szronu? Bo ja tak; bez trudu. Po prostu bajka...

Oprócz rabat coś jeszcze spodobało mi się w tej realizacji. Duży plus za ścieżki wykonane z TerraWay - mineralno-żywicznej nawierzchni wodoprzepuszczalnej oraz z luźnego kruszywa naturalnego. Jak dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł użycia tam kostki brukowej, której w naszym kraju wręcz się nadużywa i którą brukuje się dosłownie wszystko. To dopiero byłaby zgroza!

jeżówki, trawy ozdobne, Piet Oudolf

Reasumując. Jeśli mieszkacie we Wrocławiu lub wybieracie się do tego pięknego miasta, koniecznie tam zajrzyjcie (oczywiście, jeśli dotąd tego nie zrobiliście 😉). Ostrzegam, kręci się tam sporo ludzi. Bo miejsce piękne, a i znajdująca się na wyspie instalacja rzeźbiarka Zięty, przyciąga tłumy chcących zrobić sobie w jej pobliżu zdjęcie. Sama sobie takie zrobiłam 😉. I oto chyba przede wszystkim chodziło, w całej tej rewitalizacji obszarowej wyspy, by znów przyciągała ludzi, by już nikt nie omijał jej szerokim łukiem. Wiem, że wielu wrocławian było oburzonych kwotą, za jaką odrestaurowano wyspę i kwotą, jaką miasto zapłaciło za rzeźbę Zięty (łącznie 1 mln 348 tys. złotych), ale moim skromnym zdaniem, jako turystki i miłośniczki pięknych ogrodów i wszystkiego co zielone, było warto! Jako łodzianka zazdroszczę mieszkańcom Wrocławia tego cudownego miejsca (i kilku innych również 😉).


PS Czy ktoś z drogich czytelników może wie, skąd wzięła się nazwa wyspy? Mimo wzmożonych poszukiwań nie udało mi się, znaleźć odpowiedzi na to pytanie a ciekawa jestem okrutnie. Więc jeśli ktoś z Was wie, to proszę uprzejmie tą wiedzą ze mną się podzielić. Do usłyszenia!

poniedziałek, 1 lipca 2019

Lawendowy raj na Kujawach

lovenda kujawska

Od zawsze lawenda kojarzyła mi się z Prowansją. To pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy słyszę to słowo. Wiele lat temu, będąc na południu Francji, mogłam podziwiać pola lawendy ciągnące się po horyzont. Do dziś pamiętam ten intensywny zapach lawendy zmieszany z bryzą morską. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju i mocno zapadające w pamięć. Od wczoraj do tego wspomnienia dołączyło nowe, tym razem związane już z Polską. Zauważyłam bowiem, że od kilku lat sukcesywnie przybywa w naszym kraju miejsc, w których z powodzeniem uprawia się tę śródziemnomorską krzewinkę. Dziś zapraszam Was właśnie do takiego miejsca. Na Kujawy, niedaleko Inowrocławia, do miejscowości Leszcze, położonej pośród pól i w bliskim sąsiedztwie trzech jezior.

LOVENDA KUJAWSKA

lovenda kujawska

"Lovenda Kujawska" to nazwa plantacji. Dzięki uprzejmości właścicielski, pani Karoliny Grontkowskiej, miałam przyjemność ją odwiedzić i sfotografować. A było co fotografować! Wierzcie mi, miałam duże trudności z wyborem zdjęć do tego wpisu. W trosce o Wasze nadgarstki, które moglibyście sobie nadwyrężyć podczas przewijania strony, ograniczyłam ich ilość do niezbędnego minimum 😉. Gdybyście jednak poczuli niedosyt, to na końcu wpisu zamieszczę link, odsyłający do strony plantacji, gdzie znajdziecie ich dużo więcej.

PARĘ SŁÓW O PLANTACJI

lovenda kujawska

"Lovenda Kujawska" została założona w 2013 roku. Na prawie jednohektarowym polu uprawiane jest kilkanaście odmian lawendy, różniących się kolorem, wysokością, pokrojem i właściwościami. Szczerze mówiąc, dostałam tam oczopląsu i nie potrafię powiedzieć, która z odmian podobała mi się najbardziej. Skłaniam się w kierunku tych dwóch; odmiany 'Ellagance Purple' i 'Hidcote Blue Strain'. Pierwsza ma kwiaty ciemnoniebieskie wpadające w fiolet, druga - w intensywnym niebieskim kolorze. Obie należą do lawend średniowysokich (ok. 50 cm). Krzewinki mają ładny, zwarty pokrój i intensywnie kwitną, przyciągając rzeszę trzmieli, motyli i pszczół.

lovenda kujawska

lovenda kujawska

Na miejscu dowiedziałam się, że czynnikami decydującym o sukcesie uprawy lawendy w naszym kraju są przede wszystkim:
  • wybór odpowiednich odmian, a więc takich, które wytrzymują nasze zimy; są to głównie odmiany lawendy wąskolistnej,
  • gleba przepuszczalna o odczynie obojętnym lub lekko zasadowym, 
  • pełne nasłonecznienie,
  • oszczędne podlewanie i nawożenie; lawenda szczególnie źle znosi podlewanie od góry i nie toleruje stojącej wody.
  • dosyć moce cięcie krzewinek w marcu.

lovenda kujawska

Plantancja "Lovenda Kujawska" to nie tylko piękne pole lawendy. To miejsce, gdzie organizowane są liczne warsztaty dla dzieci i dorosłych. Podczas takich spotkań możemy nauczyć się wyplatać wianki, własnoręcznie wykonać zapachową saszetkę, dowiedzieć się jak uzyskać z lawendy olejek i jakie są jego właściwości lecznicze oraz nauczyć się wypiekać kruche ciasteczka z dodatkiem lawendy. Dla dzieci przygotowano atrakcje w postaci kina bambino (pokaz slajdów), zabaw podwórkowych oraz nauki skręcania kwiatów z bibuły. Ponadto na miejscu działa sklepik, w którym można zaopatrzyć się w wiele produktów, których głównym składnikiem jest oczywiście lawenda. Są to m.in. kule odstraszające mole, olejki i woda lawendowa, syrop lawendowy, relaksujące opaski na oczy oraz sól do kąpieli. Wszystko handmade. Większość tych produktów można nabyć online, o tutaj.

lovenda kujawska, buszując w ogrodzie

Warsztaty to nie wszystko, co "Lovenda Kujawska" ma do zaoferowania. Raz w roku, na początku lipca organizowany jest Festiwal Lawendy na Kujawach. Najbliższy odbędzie się 6 lipca, więc jest jeszcze parę dni, by zaplanować sobie wizytę. Podczas festiwalu odbywają się liczne imprezy; na stronie internetowej plantacji czytamy, że są to m.in.: "pokaz destylacji olejku lawendowego, warsztaty wicia lawendowych wianków i wrzecion oraz konkurs cięcia lawendy na czas. Poza tym można skosztować lawendowych i wiejskich specjałów, posłuchać klimatycznej muzyki i uczestniczyć w spotkaniach z ciekawymi ludźmi, którzy dzielą się swoimi pasjami takimi jak zielarstwo i naturalna kosmetyka."


lovenada kujawska, buszując w ogrodzie


ZACHWYTOM NIE BYŁO KOŃCA

lovenda kujawska, buszując w ogrodzie

Plantacja lawendy to również raj dla fotografów. Sesje ślubne, rodzinne i modowe w otoczeniu zagonów lawendy, to dziś gorący trend w fotografii plenerowej. "Lovenda Kujawska" wychodzi naprzeciw temu zapotrzebowaniu. Będąc na terenie plantacji, sama byłam świadkiem licznych sesji fotograficznych. Więc jeśli marzą się Wam zdjęcia w fioletowo-niebieskich obłokach kwiatów, to nie zwlekajcie zbyt długo. Macie czas mniej więcej do połowy lipca. Kolejnym terminem jest wrzesień, kiedy to lawenda powtarza kwitnienie.


A teraz informacja, która zapewne zainteresuje ogrodników. Na terenie plantacji można zakupić sadzonki lawendy w kilkunastu odmianach. Ich ceny oscylują w granicach 4 - 8 złotych za sadzonkę. Sam wybór odmian jest imponujący. Sprzedawane są przede wszystkim odmiany lawendy wąskolistnej i lawandyny, czyli lawendy pośredniej, w tym najbardziej chyba znanej odmiany 'Grosso', która osiąga 100 cm wysokości. Jednak aby "załapać się" na sadzonki, najlepiej je sobie zaklepać, bo rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Ja się już nie załapałam. Może i dobrze, bo szczerze mówiąc, mój mały ogród pęka już w szwach 😉.

lovenda kujawska, buszując w ogrodzie

Spędziłam w "Lovendzie Kujawskiej" kilka cudownych godzin, spróbowałam przepysznych kruchych ciastek z lawendą (polecam), zrobiłam ponad 300 zdjęć, nawdychałam się świeżego powietrza przesączonego zapachem lawendy, byłam świadkiem kilku niezwykłych sesji fotograficznych oraz jednego z piękniejszych zachodów słońca, jakie ostatnio widziałam. Ponadto nabyłam obłędnie pachnącą sól do kąpieli. Krótko mówiąc, to najlepiej spędzone kilka godzin w minionym tygodniu a może i w całym czerwcu. Lepiej nie mogłam trafić. Z tego miejsca pragnę podziękować pani Karolinie, założycielce tego niezwykłego przedsięwzięcia, za serdeczne przyjęcie i oprowadzenie po plantacji. Dzięki temu mógł powstać niniejszy artykuł.

A Wy moi drodzy "zaglądacze" blogowi proszę, dajcie mi znać w komentarzach pod postem, czy znacie inne pola lawendowe w naszym kraju? Chętnie odwiedzę z aparatem jeszcze któreś 😊.

Pozdrawiam.
Monika
_____________________
Obiecany link do strony plantacji - www.lovendakujawska.pl